Wywiad z Ianem Watsonem

Dyskusje, polemiki

Część II

Rozmawiała KATHERINE ARMITAGE

Ian Watson jest współzałożycielem The Lakeland College, który z racji popularności ma swą filię w Londynie w Regents College. Katherine Armitage przeprowadziła z nim wywiad w przerwie pomiędzy wykładami w marcu 2000 roku.

- Kładzie pan duży nacisk na doskonalenie wewnętrzne. W jaki sposób pana zdaniem można je nabyć lub się go nauczyć?

- i znowu powiem, że nie wiem. To postępujący proces, więc naprawdę nie chcę udawać, że znalazłem najlepszy sposób. Czuję, że jesteśmy jeszcze niezdarnymi nowicjuszami w tej dziedzinie. To rodzaj nowej idei w nauczaniu homeopatycznym, ale przypuszczam, iż uświadomiłem sobie potrzebę włączenia jej w szkolenia, potrzebę rozwoju samoświadomości u studentów. Taki proces wymaga delikatności i poczucia bezpieczeństwa. Sądzę, że działanie dobrego lekarza odzwierciedla się na wiele sposobów: w tworzeniu bezpiecznej atmosfery, podtrzymywaniu dobrych relacji z pacjentem, którego leczymy, wzmacnianiu rozwoju samo odpowiedzialności i autorefleksji, jak najmniej arbitralnym sposobie bycia, nienarzucaniu żadnych szczególnych schematów. Takie zasady należy stosować w pracy z pacjentami  i myślę, że jako nauczyciele powinniśmy upowszechniać je wśród naszych studentów.

            Następny zauważony przez mnie problem związany z akademickim podejściem, to przedkładanie treści nad proces leczenia. Sądzę, że to powinno zostać wyważone.

            Leczenie jest w samej rzeczy procesem, myślę więc, iż nie ma metody jednoznacznie prowadzącej nas do punktu, w którym staniemy się pomocnikami tego procesu. Można jednak stać się takim pomocnikiem przechodząc przez własny proces leczenia, a następnie dzieląc się doświadczeniami z innymi. I to jest właśnie obszar, w którym chciałbym widzieć więcej równowagi. Jeśli pozbędziemy się części uprzedzeń, staniemy się mniej zdyscyplinowani akademicko, jeśli kształtując studentów, zapewnimy im swobodniejszy i bardziej znaczący proces samoodkrywania. Jeśli tak uczynimy, przyspieszymy cały proces.

- To brzmi sensownie. W czasach, kiedy wszystko dzieje się szybciej, gdy wydaje się, jakby dobra miała tylko 16 godzin.

- Żyjemy w dobie Internetu, wszystko wydaje się siedem razy szybsze!

- Wracając do pańskiej idei, że intuicja to szybka droga zdobywania informacji, chciałam zapytać, czy lata studiów nad książkami nie mogą jej zastąpić?

 - Mogą, ale nie doprowadzą do oczekiwanego punktu. Tak właśnie sądzę i ponownie chciałbym podkreślić, że pragnę ujrzeć równowagę tych dwóch elementów, ponieważ nie sądzę, byśmy musieli odrzucić analityczną część homeopatii. Ale czuję się zaniepokojony, gdy widzę i słyszę uznanych homeopatów, którzy mówią (sądzę, iż powinienem tu zacytować ostatni artykuł Petera Chappela, mimo że mam wiele uznania dla jego pracy), iż nie mogą sobie wyobrazić homeopaty przyszłości skutecznie pracującego bez komputera. Chappel nie jest osamotniony w swej opinii, a to mnie martwi, ponieważ brzmi jak wyrok: „nikt nie będzie mógł się komunikować z drugim człowiekiem w przyszłości, jeśli nie uzyska dostępu do internetu”. Nieprawda. Internet jest jedynie narzędziem, a jeśli mylimy narzędzie z procesem leczenia, popełniamy wielki błąd.

            Chciałbym, aby homeopatia była dostępna dla wszystkich pragnących się jej uczyć, nawet jeśli są to osoby korzystające ciągle z komputera lub chcące takimi być. Powinniśmy być zdolni do uczenia w sposób gwarantujący nawet prostym ludziom zrozumienie homeopatii. Nauczą się jej dziś, a wykorzystają jutro. To jest moim zdaniem potencjał homeopatii; może być dostępna dla całej rzeszy ludzi, a nie tylko dla kilku dobrze wyedukowanych osób, pracujących w dobrze wyposażonych elektronicznie biurach.

- Jak pan widzi zorganizowanie i przeprowadzenie owego dotarcia do tak wielu ludzi?

- Powiem ironicznie, że Peter jest kimś, kto robi dobrą robotę, jeśli chodzi o ten ostatni problem. Poprzez swoje projekty robocze przenosi homeopatię do Wenezueli, Europy Wschodniej itd. Popieram więc to, co robi.

            Sądzę, że przede wszystkim musimy się rozstać z poglądem, iż [homeopatia; dop.red.] to system leczenia zależny od ekspertów. Sądzę, że w społeczności homeopatów wciąż pokutuje pogląd, iż musimy chronić naszą wiedzę, i że ludzie mogą zrobić sobie krzywdę, stosując homeopatię samodzielnie. Naprawdę nie wierzę, by to było słuszne. Długoletnią tradycją homeopatii jest stosowanie jej w warunkach domowych. Wiele osób posiada apteczki homeopatyczne, których zawartości używa bez wskazówek lekarza. Tak się zaczęło. Moje doświadczenia mówią, że nie było to szkodliwe, a wręcz przeciwnie: bardzo pomocne. Taki stan rzeczy chciałbym promować.

            Pamiętam Robina Murphyego, który twierdził, że najwyższą formą homeopatii jest pierwsza pomoc. Zrozumienie tej tezy zajęło mi mnóstwo czasu, teraz ją pojmuję i widzę  w jej słowach mądrość. To nie tylko najwyższa forma, bo najłatwiejsza do nauczenia  i powtarzania, ale dlatego, że jest najbardziej profilaktyczna. Jak często słyszymy  o przewlekłych dolegliwościach, które zaczęły się od ostrego stanu. Jeśli tylko ludzie mieliby  w swoich domach Ignatię, nie musieliby później konsultować się z profesjonalistą. Chciałbym zobaczyć Arnikę w karetkach pogotowia. W mojej okolicy mamy górskie zespoły ratownicze, jeden lub dwa aplikują leki, a powinien to robić każdy. Homeopatia jest na tyle ekonomiczna, że można ją stosować. Potencje, które obecnie posiadamy, są bardzo tanie w produkcji. Moglibyśmy nawet nauczyć ludzi, jak je uzyskiwać samodzielnie, ale sądzę, że pragnienie posiadania wyłączności i bycia specjalistą jest bardzo kuszące. Sądzę, że powinniśmy starać się bardziej upowszechniać homeopatię. Jeśli tego nie zrobimy, zaszkodzimy naszym wielkim celom. A naszym wyższym celem w homeopatii jest jej dostępność dla wszystkich. Postępujemy jednak tak, iż staje się ona niemożliwa, ponieważ uzależniamy ją od komputerów, przez co proces nauczania staje się długi, żmudny i trudny.

- Od młodych lat był pan zainteresowany leczeniem. Jakie okoliczności, jakie wczesne doświadczenia życiowe doprowadziły pana do obecnej działalności?

- Podejrzewam, że to kombinacja moich urazów odniesionych, gdy byłem nastolatkiem. Zawiodły mnie one na drogę poszukiwania głębszego sensu życia i po prostu zainteresowania tymi tematami. Nie mogę dokładnie określić, kiedy to się stało, ponieważ nie dorastałem w rodzinie lekarskiej lub wśród osób zajmujących się medycyną. Moja babcia natomiast zajmowała się ziołolecznictwem, a ja już w wieku 15 lub 16 lat czytałem książki o medycynie alternatywnej. Gdy miałem 16 lat, interesowałem się ziołami, posiadałem zestaw leków Bacha przedtem, nim zająłem się homeopatią. Miałem takie zainteresowania i przypuszczam, że dałem sobie wolny wybór postępowania. Byłem znudzony tym, co działo się w szkole, więc spędzałem czas czytając o rzeczach, które mnie interesowały. Moi rodzice dali mi coś specjalnego- swobodę w czynieniu tego, co chciałem. Nie zmuszali mnie do robienia kariery lub czegoś, co do mnie nie pasowało. Z tego powodu jestem im bardzo wdzięczny. Pozostawiono mnie w spokoju, bym znalazł własną drogę i dlatego jestem szczęśliwy.

- Jest pan nauczycielem, który mobilizuje studentów, dając im dużo spokoju, a oni zyskują dzięki temu pewność w praktyce. Czy to ważny punkt szkolenia w Lakeland College?

- Przypuszczam, iż Lakeland College takie idee realizuje w dużym zakresie, ale tak jak w innych uczelniach i tu niektórzy studenci przyswajają je szybciej niż pozostali. Istnieje pewien poziom pewności siebie, który osiągamy dzięki wiedzy i umiejętności. To poziom, który bywa dostępny na każdym szkoleniu homeopatycznym. Uczymy się, jak podejść do przypadku chorobowego, jak go zanalizować, jak dobrać lek. istnieje także poziom pewności siebie, który osiągamy dzięki praktyce, powtarzaniu pewnych czynności wiele razy, ale on nas daleko nie zaprowadzi. Gdy znajdziemy się w trudnej sytuacji, gdy zagrożone jest życie ludzkie, taka wiedza niekoniecznie może nam pomóc. Czasami otwieramy książkę, a tam nie ma tego, co chcemy znaleźć, tego pięknego kluczowego objawu- nie ma go tam! Takie doświadczenia mogą szybko zniszczyć pewność siebie, zaginąć między naszymi wyobrażeniami a tym, co dzieje się naprawdę. Tak więc oswoiłem się z myślą, że jest jeszcze głębszy rodzaj pewności siebie, który można uzyskać czerpiąc z innego źródła.

            Najprościej można tę pewność oddać w twierdzeniu, że wynika ona z bycia sobą. Niekiedy wzorujemy się na sposobie pracy innych ludzi, ale czasami musimy go odrzucić. Głębsza pewność siebie wypływa z chęci odrzucenia tego, czego się nauczyliśmy i z pozostania sobą. Tu przypominam o indywidualizowaniu. Staram się zachęcać, mam nadzieję zachęcić ludzi, by nie powielali tego, co robię, by stawali się bardziej sobą. Wtedy będą robili to, co mają naturalnie do zrobienia. Nie interesuje mnie, kim mogą się stać. Sporadycznie wydaje się ludziom, iż robię rzeczy ryzykowne, dziwne lub ezoteryczne, ale robie tylko to, co przychodzi naturalnie. Jeśli trzymamy się swoich zainteresowań, zawsze będziemy podchodzili z entuzjazmem do tego, co robimy, zawsze będziemy chcieli się uczyć, a nigdy nie będzie to dla nas wysiłkiem. Będziemy mogli także dzielić naszą pasję z innymi i mobilizować ich.

- Wniósł pan do homeopatii wiele nowych pomysłów, zaczerpniętych z innych tradycji, jak tradycyjna chińska medycyna, joga, astrologia i zwyczaje Indian Yacqui. Czy ubarwia to pana praktykę i nauczanie homeopatii, i czy to pana inspiruje?

- Tak. To niewątpliwie jest bardziej interesujące niż anatomia, fizjologia i patologia! I znów dziwi mnie, jak wiele energii ludzie poświęcają na uczenie się rzeczy, które absolutnie ich nie interesują; zastanawiam się dlaczego tak czynią. Nie potrafię tego zrozumieć, a fakt ten nie tylko urozmaica moją pracę, czyni ją bardziej rzeczywistą. Przecież homeopatia, jako system leczenia energią, potrzebuje zakorzenienia w energii. To oznacza konieczność zrozumienia podstaw całego życia. Więc dlatego, szukając zrozumienia homeopatii, sięgam do dziedzin, które szukają istoty życia.

            Moim zdaniem, filozofia homeopatyczna zaczyna się od pojęcia, czym jest energetyczna podstawa materii, powiązania między wszystkimi rzeczami, między ich świętością i boskością, od faktu, iż nic nie jest obce naturze, od tego, że wszystko jest częścią większej całości. Taka jest według mnie prawdziwa filozofia. To filozofia, wspólna dla każdej starożytnej i mistycznej kultury na tej planecie. Czuję, że aby zakorzenić homeopatię  w czymś rzeczywiście solidnym, musimy kopać naprawdę głębiej, niż tylko w tym, co tradycyjnie nazywamy „filozofią homeopatyczną”.

- Lubi pan kolekcjonować mapy świadomości, czy obecnie pracuje pan nad jakąś?

- Nie! Pracuję na znajomym gruncie. W tej chwili nie zgłębiam niczego szczególnie nowego. Wciąż czytam o tym, co starożytni Chińczycy napisali o leczeniu, nadal czerpię z filozofii zwłaszcza takich jak taoizm. Lubię także zen. Myślę, że ma wiele wspólnego z homeopatią. Lubię minimalizm zen, sposób w jaki może zawrzeć wiele rzeczy w jednej małej.

- Mógłby pan podać jakieś przykłady?

- Jedną z rzeczy, które cenię w filozofii zen, to myśl, że wszystko, co istnieje, jest ok. wszystko pozostaje ok., tak długo, dopóki nie dodamy niczego do owej „olejności”. Zauważyłem, iż w szkole homeopatycznej uczymy się wielu rzeczy, ale też dużo dodajemy. Moim zdaniem potęga homeopatii polega na jej prostocie. Dodajemy rzeczy, które czynią ją skomplikowana. Nauczyłem się od filozofii zen, że nauczyciele uczą niewiele, a główną ich czynnością jest odbieranie. Za każdym razem, gdy dodasz coś niewłaściwego, zostajesz uderzony po łapie. Co znaczy, że zdobywanie wiedzy polega na odrzucaniu pewnych rzeczy. To nauka pozbywania się nadmiaru bagażu, umiejętność stania się wolnym, by być w pełni rozbudzonym w odpowiednim momencie i by spontanicznie reagować na to, co przynosi los. Dla niektórych mistrzów zen, to była kwestia życia i śmierci. Samurajowie opierali na takiej postawie całe swoje życie. Dla nas jest to zbyt przyziemne, lecz zasady pozostają takie same. Jeśli chcemy czuć się wolni jako lekarze, musimy się uwolnić od ograniczających nas pojęć, pochodzących z przeszłości, a wdrażanych w teraźniejszości.

- Sądzi pan, że w tym przypadku sadzanie studentów w klasie niekoniecznie jest wskazane, może spacer po parku byłby lepszy?

- Tak, tak myślę. Także gabinet konsultacyjny to pomyłka. Moim zdaniem nauka w klasie jest kompromisem. Często czujemy, iż nie jest odpowiednim miejscem do uczenia się.

- Dużo pan podróżuje i wykłada. Czy uważa pan to za okazję do stosowania różnych metod leczenia, w prowadzeniu prywatnej praktyki?

- Tak, a w obecnej chwili leczę wielu homeopatów. Często mam zaszczyt otrzymywać zaproszenia do pracy w grupach homeopatów, czasem na dzień, a czasem na weekend. Wtedy czuję, że to, co robię nie jest odmienne od moich konsultacji. Znajduję się w określonej sytuacji, spotykam nową grupę ludzi, czasami jest to grupa, którą widziałem wcześniej.  W takim wypadku stawiam na kontynuację. Oceniam, na jakim etapie znajduje się zespół, i działam w zależności od tego. Nigdy nie jadę z ustalonym planem, czego będę nauczał, staram się odpowiadać potrzebie czasu. Mam nadzieję, że możemy badać, zagłębiać się razem w pewne problemy, co skutkuje poszerzaniem, wzrostem zmysłu świadomości i potencjalnie leczenia.

            Echa, które do mnie docierają, potwierdzają, że odnosi to skutek. Od czasu do czasu piszą lub dzwonią do mnie ludzie twierdząc, że coś w tym musi być, o czym mówiłem poprzedniego dnia, czy dwa lata temu, że od owego momentu przestali się martwić pewnymi elementami własnej praktyki. I to jest właśnie leczenie, przynamniej tak mi się wydaje- w tamtym momencie zadziałał jakiś proces uzdrowienia. Ktoś potrafił pozbyć się strachu, który go ograniczał. Leczę więc, w taki zamaskowany sposób, a lubię rozmyślać o efektach terapii, jak o wypływających z niej strumyczkach. Może umożliwiłem tylko jednemu lekarzowi bycie skuteczniejszym, trochę odważniejszym, mniej ograniczonym w tym, co czyni w terapii z pacjentem, lecz nie mam pojęcia, ile dodałem mu pracy, ale myślę jak wielu ludzi może to potencjalnie dotyczyć. Nauczyłem się nie dbać o liczby. Jak długo jak robię to, co czuję, że jest słuszne, będą z mojej pracy wynikały uzdrawiające efekty.

- Nagrywa pan wiele taśm dla studentów homeopatii i homeopatów. Mógłby pan o tym powiedzieć coś więcej?

- Tak. Sądzę, iż te taśmy to prosty sposób wyłożenia problemów, nad którymi pracuję, większej rzeszy ludzi. Nie dotarłbym do niej w inny sposób. Lubię w taśmach to, że mogę się dzięki nim szybko poruszać, bez uczucia, że powtarzam te same rzeczy w kółko.

- Przygotował pan pewną liczbę pomocy diagnostycznych dla homeopatii, z których najbardziej pan lubi korzystać?

- Z ułatwiających dotarcie do samoświadomości. Czuję, że jest to klucz do zbierania wywiadu i pracy z pacjentami. Rozumiem przez nią proste odbieranie tego, co dzieje się z energią własnego ciała, gdzie to się dzieje, kiedy następuje oddziaływanie z drugą osobą  i uświadomienie, że staje się to przydatną informacją. Czuję, że na pewnym poziomie to najprostsza umiejętność, jaką posiadałem, ale też nie widzę końca jej zgłębiania. Istnieją różne poziomy subtelności, sądzę, iż każdy ma wrodzoną możliwość rozwoju rosnącej wrażliwości i samoświadomości, które umożliwiają nam pogłębianie, jakości pracy z naszymi pacjentami.

- Powiedział pan, że uczy ludzi tego, co już wiedzą.

- Czasami dlatego, by coś odkryć, a więc uwolnić to, czego się nauczyliśmy i odkryć, co już naturalnie posiadamy. I to zwykle wszystko, czego trzeba. Widziałem tyle osób, które zajęły się homeopatią mając do niej naturalne zdolności i wrodzone wyczucie, a po trzech latach studiów stracili ów dar, przestali mu ufać. Bardzo mnie to porusza, więc moim zdaniem nie jest uczenie czegoś nowego, tylko zachęcanie do odrzucenia niepotrzebnej wiedzy  i przywrócenia człowiekowi poprzednich jego zdolności. Takich, którym znów będzie mógł zaufać.

- Podczas seminarium, któremu dał pan tytuł Wewnętrzna gra homeopatii, mowa była   o pomysłach rodzących się w pana umyśle i o pewnym wykorzystaniu wiedzy w momencie, gdy jest ona potrzebna do konsultacji.

- Myślę, że to po prostu przychodzi, kiedy dostroimy się do naje chwili. Jeśli się odpowiednio dostroimy, dostaniemy, czego potrzebujemy. Mocno w to wierzę. Nie mogę tego udowodnić inaczej, jak proponując, by ktoś spróbował to uczynić sam. Tylko spróbuj i zaufaj. Sądzę, iż jeśli zaufamy temu, co ma nastąpić utworzy się koło- im bardziej będziemy ufali, więcej otrzymamy. Problemem postrzeganym przeze mnie są wewnętrzne przeczucia wielu ludzi często przez nich zaciemniane, ponieważ czują, iż muszą skonsultować je z innymi. Moim zdaniem jedyne kryterium oceny powinno stanowić to, czy wiedza będzie przydatna do pracy z pacjentem, czy nie. Jeśli tak, nie ma znaczenia, czy potrafimy to wytłumaczyć, czy nie.

- Wydaje mi się, iż powiedział pan, że nie potrzebuje pracować nad tym, jak osiągnąć daną rzecz, tylko powinien ufać.

- Tak. Dużo się nauczyłem studiując prace R. D. Lainga, szkockiego psychiatry. Miał on terapeutyczną ideę, mówiącą o tym, że jeśli ktoś przebywał w więzieniu przez dwadzieścia lat i nagle wyjście stanęło przedeń otworem, nie powinno się niemądrze tracić czasu na rozważania, jak się tu dostał. Sporo takiego rozumowania zauważam w homeopatycznym sposobie zbierania wywiadu, dużo czasu traci się na roztrząsanie, w jaki sposób pacjent znalazł się w obecnym punkcie. Przeciwne jest hasło: teraz tu jesteś, gdzie dalej chciałbyś się udać? To właśnie różnica pomiędzy „punktem bólu” i „punktem radości”. Więc, co należy bardziej podkreślić? Raczej zapytałbym, gdzie od dzisiaj pragniemy zmierzać? Sądzę, że nie powinno to zabrać dużo czasu.

- Czy pana duchowe wyobrażenia pasują do praktyki homeopatycznej?

- Przypuszczam, że cały czas nad tym pracuję. Leczę rozdarcie w moim własnym życiu, polegające na niewierze, że istnieje jakiś podział pomiędzy tym, w co wierzę prawdziwością natury życia i wszechświata, a tym jak to odzwierciedla się w mojej pracy uzdrawiającego- dla mnie jedno i drugie oznacza to samo. Ostatecznie każdy proces leczenia jest duchowy, ponieważ nie istnieje nic nieduchowego. Zgadzam się z tym, co powiedział, jak mi się zadaje, Wayne Dyer, że jesteśmy duchownymi istotami mającymi ludzkie doświadczenia.

- Więc, w rzeczy samej, nacisk jest położony bardziej na pracę duchowo- koncentryczną, niż na osobowo- koncentryczną?

- tak, raczej na egocentryczną. Jeśli skoncentrujemy się na ego, skoncentrujemy się znowu na bólu i na cierpieniu i na tym, co niewłaściwe- na problemach. Jeśli skoncentrujemy się na duchu, wtedy kierunek, który wybraliśmy, jest ok., więc możemy poruszać się s stronę miejsca w nas, które wskazuje, że jesteśmy uleczeni. Że jesteśmy już uleczeni.

- Dziękuję.

 

AUTOR: An Interview with Ian Watson interviewed by Katherine Armitage.                         “The Homeopath” 2000, nr 77. Przekład Maciej Jędrzejczyk

comments
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum