HOMEOPATIA A SZCZEPIENIA OCHRONNE – CZĘŚĆ 2

 

Słowa kluczowe: ospa, wakcynacja, poliomyelitis, AIDS.

Streszczenie

Do końca XVIII wieku ospa była w Europie chorobą nie tylko pospolitą, ale i cechującą się wielką śmiertelnością. Spadek liczby zachorowań w następnych latach uznano za efekt zastosowania wakcynacji, czyli uodporniającego szczepienia zarazkiem znacznie łagodniejszej ospy krowiej. Jednak XIX-wieczni homeopaci zaobserwowali występowanie przewlekłych skutków poszczepiennych, wymagających leczenia. A późniejszy badacze doszli do wniosku, że postępujące obniżenie wskaźnika zachorowalności i śmiertelności zarówno w odniesieniu do ospy, jak i innych chorób zakaźnych nie ma przekonującego związku z upowszechnieniem kolejnych szczepionek. Co więcej, dowodzą oni, że sztuczne wprowadzenie do organizmu obcej materii chorobowej wpływa destrukcyjnie na układ immunologiczny, szczególnie u dzieci. Wielu współczesnych homeopatów podziela ten pogląd. Swoiste kontrowersje pojawiły się wokół przeprowadzanych w latach pięćdziesiątych XX wieku szczepień przeciwko poliomyelitis, ponieważ szczepionka wstrzykiwana podskórnie bywa źródłem zakażeń polio, natomiast jedną z dwóch szczepionek doustnych zaczęto z czasem podejrzewać o przeniesienie AIDS z szympansów na ludzi.

Artykuł jest kontynuacją tekstu „Homeopatia a szczepienia ochronne – część 1” opublikowanego w poprzednim numerze kwartalnika „Homeopatia Polska” [nr 80 (2/2011)].

Pouczające może być także poznanie jednej z najnowszych w naszych księgarniach pozycji, ustosunkowującej się na kilku stronnicach do dwuznacznej roli masowych szczepień ochronnych. Wydana w Polsce w 2010 r. obszerna książka Raymonda Francisa „Pożegnaj się z chorobami” (w oryginale z 2002 r.: Never Be Sick Again) jest dziełem biochemika, który został przez tzw. Medycynę naukową doprowadzony niemal do śmierci, a przeżył jedynie dzięki radykalnemu odwróceniu się  od tej medycyny i odwołaniu się do nieszablonowego wykorzystania wiedzy nabytej w ramach studiowanej specjalności. Oceniając szczepienia z punktu widzenia swej wyuczonej profesji, Francis nie wahał się napisać: „Masz większą szanse na zdrowie, jeśli twoje komórki są zdrowe. Tymczasem szczepionki uszkadzają komórki!. Można wręcz zaryzykować stwierdzenia, że pod wpływem szkodliwości dla zdrowia masowe szczepienia są tak samo chybioną procedurą medyczną jak prześwietlenia rentgenowskie i użycie antybiotyków. Nigdy dotąd nie przeprowadzonego żadnego wiarygodnego badania na bezpieczeństwo jakiejkolwiek szczepionki, przy czym dane sugerują, że są one zarówno nieskuteczne, jak i szkodliwe. Mimo to ludzi zmusza się, aby ryzykowali własne zdrowie czy nawet życie”1.

Raymond Francis powołuje się m.in. na dr Vierę Scheibner, uznawaną za światowy autorytet w dziedzinie szczepień, która w książce „Vaccination” (1993) stwierdziła: „Szczepienia nie tylko nie zapobiegały żadnych chorobą zakaźnym, lecz wręcz powodowały więcej cierpienia i więcej zgonów niż jakakolwiek inna działalność w całej medycznej interwencji. […] Sto lat rygorystycznych badań dowodzi, że szczepionki medycyny na układ immunologiczny”2. Ale jeszcze bardziej dosadne jest zdanie w rezolucji wzywającej do wycofania wszelkich szczepień obowiązkowych, jaką uchwalono w październiku 2000 r., na dorocznym spotkaniu Stowarzyszenia Amerykańskich Lekarzy i Chirurgów (AAPS): „Masowe szczepienia są równoznaczne z eksperymentami na ludziach i podlegają Kodeksowi Norymberskiemu, który wymaga dobrowolnej, świadomej zgody”3. – Tak więc dezaprobata homeopatów wobec stosowanego programu szczepień jest dobrze umotywowana. Głosy przeciwne masowym szczepieniom nie tylko skłaniają do refleksji, ale mają też chyba wzrastającą „siłę przebicia”, skoro od pewnego czasu dalszy rozwój kolejnych szczepionek uległ podobno zahamowaniu4.

Unikając wyrokowania o słuszności takiego czy innego stanowiska w tej spornej kwestii, sądzę, że szczególnie szkodliwe jest rutynowe podejście do szczepienia dzieci według wyznaczonego harmonogramu, bez wszechstronnego rozpoznania aktualnego stanu zdrowia ich samych i ich rodzin. Cytowaniu już Carla i Ravi Roy wymieniają cała listę przeciwskazań zdrowotnych, które wykluczają (ściślej: powinny wykluczać!) wykonanie zabiegu szczepienia na dziecku. Aż dziwne, że będąc homeopatami, nie nawiązują w tym aspekcie do hahnemannowskiego pojęcia „siły życiowej”. Dla Hahnemanna zmienna kondycja siły życiowej była elementem nieobojętnym dla procesu leczenia.

Doskonale ilustruje to wzmianka zamieszczona w przedwojennym „Lekarzu Homeopacie”, zaczerpnięta z angielskiego periodyku „Homoeopathy” z sierpnia 1938 r.: „Rada Hahnemanna, dotycząca powtarzania dawki dobranego leku, powinna być szczególnie respektowana w praktyce dziecięcej [!] i u osobników szczególnie wrażliwych na leki, zwłaszcza w czasie tzw. paroksyzmów cierpienia. […] W cierpieniach występujących z przerwami, podawać lek między napadami, nigdy podczas ataku cierpienia, najlepiej bezpośrednio po nim. […] Jeżeli do tej pory nie stosowaliście tej reguły, porównajcie wasze wyniki lecznicze przy zastosowaniu tego prawa i przy zwykłym, ciągłym stosowaniu leku”5.

Hahnemann doskonale zrozumiał, ze osłabiona gwałtownym atakiem dolegliwości siła życiowa może w danej chwili nie być zdolna do spodziewanej mobilizacji w odpowiedzi na podany lek. Czyż nie ma  w tym czytelnej analogii do niewłaściwej reakcji organizmu dziecka na szczepionkę podczas fazy osłabienia (choćby przez katar) jego układu immunologicznego? A ponieważ do bodźcowego działania szczepionki dochodzi stopniowo, sensowne staje się wymaganie chronienia przynajmniej w początkowym okresie siły życiowej zaszczepionego dziecka przed dodatkową agresją ze strony ewentualnej infekcji przejętej od członków najbliższej rodziny. Niestety praktyka szczepień nie uwzględnia takich subtelności.

Jak napisał Arkadiusz Woźniak: „Czemu przed szczepieniem powszechnie nie bada się frakcji istniejących przeciwciał? Przecież nie robi się nawet kompleksowej oceny zdrowia przed szczepieniem. Powierzchowne zapytanie: „jak się czujesz?” i obejrzenie gardła jest tylko namiastka badania. Czy widział ktoś pisemne orzeczenie o zdrowiu pacjenta, który za chwilę będzie zaszczepiony, a przecież wszyscy się zgadzają, że nie powinno szczepić się osoby z najmniejszym nawet osłabieniem stanu zdrowia”6. – Właśnie to może być czynnikiem prowadzącym nieraz do  katastrofalnych następstw u zaszczepionych dzieci.

Skoro pojawiło się tu pojęcie przeciwciał, wypada nadmienić, że dominująca teoria o chroniących organizm przeciwciałach, które tworzą się w rezultacie szczepienia, okazuje się zwodnicza. Wynika z niej bowiem, iż ten dysponuje większą odpornością, kto ma więcej przeciwciał. A tymczasem już w maju 1950r. na łamach „British Medical Council” ukazał się artykuł przedstawiający wyniki badań przeprowadzonych przez 9 lekarzy w celu określenia poziomu przeciwciał u chorych na błonicę i u pielęgnujących ich osób (personelu szpitalnego lub opiekunów domowych), które nie zachorowały. Stwierdzono, ze u wielu chorych występował wysoki poziom przeciwciał – w przeciwieństwie do częstokroć małej ilości tychże u osób, którym bliski kontakt z zarażonymi nie przyniósł żadnej szkody!7 W artykule „Immunization by Vaccination”, który został zamieszczony na łamach australijskiego periodyku „Natural Health” w lipcu 1987 r., dr Archie Kalokerinos napisał: „Poziom przeciwciał w organizmie jest używany do mierzenia stopnia odporności przeciw poszczególnym chorobom, co według władz medycznych oznacza ochronę, jednak prawda jest inna. Można mieć wiele przeciwciał w organizmie, ale nie mieć żadnej ochrony.  Natomiast można nie mieć żadnych przeciwciał i być chronionym przed chorobą”8.

Jest to odpowiedni moment, żeby zapytać: jaką ochronę przed zaraźliwymi chorobami proponują ci, którzy ostrzegają przed ryzykiem zaszczepienia? Otóż książka Sinclaira, jak i książka Francisa wskazują na decydującą rolę osłabienia odporności immunologicznej przez toksemię9, której zwalczanie ma zapewnić organizmowi skuteczną ochronę przed każdym atakiem choroby z zewnątrz. Toksemia jest obecnie pojęciem coraz częściej wymienianym w kontekście alternatywnego leczenia i samoleczenia. Oznacza ona stan chronicznego zatrucia organizmu przez produkty odpadowe z niezdrowej żywności oraz przez substancje chemiczne przyjmowanych lekarstw, nie ulegające całkowitemu wydalaniu. Za „ojca” teorii toksemii uważany jest John H. Tilden (1851-1940), amerykański lekarz, który na początku XX wieku opublikował broszurę „Toxemia – The Basic Cause of Disease”, wydaną w Polsce w roku 1998 pod tytułem :Toksemia -  przyczyną wszystkich chorób”.

W rzeczywistości jednak już  w połowie XIX wieku „przyrodnicze” metody leczenia, które zaczęły gwałtownie rozwijać się pod wrażeniem niekonwencjonalnych sukcesów homeopatii, upatrywały przyczyn choroby w zatruwaniu organizmu przez niezdrowe odżywianie i tryb życia niezgodny z prawami natury oraz… przez zażywanie szkodliwych medykamentów. Naturopaci głosili wtedy te same zasady podtrzymywania odporności na choroby, które obecnie są podstawą przeciwdziałanie toksemii: zdrowy tryb życia, proste, „niedrażniące” pożywienie (dzisiaj: „ekologiczne”) oraz unikanie zatruwających organizm lekarstw. Ogólnie rzecz biorąc, pod tymi modelowymi pryncypiami mogliby także podpisać się zwolennicy XIX-wiecznego „nihilizmu terapeutycznego”, jak i sam Hahnemann.

Wymienione reguły postępowania zdrowotnego nie budzą wątpliwości jako tarcza mogąca osłonić przed nie jedną chorobą. Czy jednak sprawdzają się jako metoda leczenia już zaistniałych przypadłości? John Henry Tilden nawet w wypadku bardzo poważnej infekcji zalecał tę sama formę kuracji: ścisły post (najlepiej – wspomagany lewatywą) i leżenie w łóżku do czasu zakończenia, jak to nazwał, awaryjnego wydalania (a po osiągnięciu dostatecznej poprawy – właściwe odżywianie, wsparte porzuceniem osłabiających nawyków). Czy wystarczyłoby to w konfrontacji z cholerą, z która tak rewelacyjnie w XIX wieku radziła sobie homeopatia? Przecież zarażeni z konieczności pościli, leżąc w łóżku, udręczeni bolesnymi skurczami i niepohamowanym „awaryjnym wydalaniem”, które przeważnie ustawało dopiero  z nadejściem śmierci.

Tilden raczej nie miał do czynienia z cholerą, ale na wszelkie zaraźliwe choroby patrzył przez pryzmat toksemii: „Śmiertelne przypadki, do jakich dochodzi do wszystkich epidemiach, to bez wyjątku nie potrafiący nawet na krótki czas przełamać nawyku jedzenia, a w związku z tym silnie osłabieni, toksemiczni i zainfekowani procesami gnilnymi zachodzącymi w jelitach. […] Wszystkie epidemiczne „choroby” są w gruncie rzeczy zatruciami pokarmowymi, do których dochodzi u ludzi wybitnie osłabionych i toksemicznych”10. – Może więc doktor Tilden zgodziłby się z diagnozą dawniejszych lekarzy, którzy podczas pandemii cholery w latach 1830-32 uważali ją za „nerwową gorączkę gastryczną” (aczkolwiek chorzy na cholerę nie gorączkują, lecz mają nienormalnie obniżoną temperaturę ciała).

Ian Sinclair w rozdziale „Toksemia – główna przyczyna choroby” (wyraźnie nawiązującym do tytułu książki Tildena) przywołuje opinie dzisiejszych badaczy, dopatrujących się toksemii już u nowo narodzonych dzieci, które przejmują ją bezpośrednio od matki. Rola toksemii przyciąga więc coraz większą uwagę, ponieważ decyduje o jakości biologicznego podłoża, na którym rozwijają się zarazki. Natomiast zarazki to tylko „sprzątacze” żywiący się obecnymi w organizmie odpadami w stanie rozkładu: „To właśnie toksyczne warunki, a nie zarazki powodują chorobę zakaźną. Zarazki jedynie usuwają resztki pokarmowe, podobnie jak muchy, które przyciąga brud. Pozbądź się brudu, a natychmiast pozbędziesz się zarazków”11. – Homeopaci także wiele uwagi poświęcają „podłożu”, ale na przykładzie cholery należy wnioskować, że właśnie proces „pozbywania się brudu” może być dla organizmu zabójczo ryzykowny. To samo zdarza się podczas kryzysu sprowokowanego inwazyjnym leczeniem w chorobie nowotworowej, kiedy organizm desperacko walczący z uwolnionym nadmiarem toksyn (dotychczas zlokalizowanych w granicach guza) przegrywa tę walkę z powodu niedostatecznej wydolności wątroby i nerek.

Co więcej zdecydowało, ze przy leczeniu ofiar cholery owo zabójcze ryzyko zostało zminimalizowane albo zlikwidowane pod wpływem trafnie dobranego leku homeopatycznego? Jeśli nawet przyjmiemy założenie, że bardziej podatni na cholerę byli osobnicy „toksemiczni”, trudno uwierzyć, żeby spośród nich pod opiekę homeopatów zrządzeniem losu trafiali akurat ci o stosunkowo najmniejszej objętości skumulowanych toksyn.

Współczesny biochemik Raymond Francis  dostrzega nie jedną, lecz dwie przyczyny wszystkich chorób: zatrucie komórek ciała toksynami oraz niedobory składników odżywczych niezbędnych do ich odbudowy. Konsekwentne unikanie produktów zawierających toksyny i zapewnienie organizmowi dostawy nieodzownych składników w starannie dobranej żywności oraz poprzez suplementy  to według Francisa fundament, bez którego stabilna poprawa zdrowia jest praktycznie nie do osiągnięcia. W przeciwieństwie do niego John H.Tilden uważał, że „żadne pokarmy ani ich grupy nie są w stanie wyleczyć żadnej choroby”12, chociaż doradzał, jak się odżywiać dla utrzymania zdrowia po jego odzyskaniu w wyniku postu i wydalania toksyn. Natomiast łączy Tilena i Francisa sprzeciw wobec szczepień oraz kategoryczne odrzucenie uniwersyteckiej medycyny i jej lekarstw. O ile jednak Tilden ignoruje homeopatię13, Francis radzi skorzystać z niej tam, gdzie doraźna pomoc leku – np. dla uśnieżenia bólu – wydaje się pożądana.

Zwalczanie toksemii i uzupełnianie niedoborów składników odżywczych nie jest synonimem leczenia homeopatycznego. Tym niemiej Hahnemann i jego uczniowie doceniali znaczenie odpowiedniej diety. Toteż właśnie w narzuconej pacjentom diecie (obok samoleczenia się organizmu) upatrywali przyczynę sukcesów homeopatii jej XIX-wieczni przeciwnicy. Jednak późniejsze pokolenie homeopatów nie przypisywały już takiej wagi rygorom diety podczas prowadzonej terapii, osiągając mimo to spektakularne rezultaty.

James Compton Burnett opisał przypadek 29-letniego marynarza, który z powodu powtarzających się  od wielu miesięcy ataków febry (czyli zimnicy) był forsownie kurowany przez kapitana okrętu dużymi dawkami sproszkowanej kory chinowej. W rezultacie febra została zastąpiona innymi, ale równie dokuczliwymi, przewlekłymi dolegliwościami, które Burnett wyleczył w ciągu trzech tygodni za pomocą Natrium muriaticum. Zrobił przy tym dowcipną, lecz nie pozbawioną głębokiego sensu uwagę: „Chory wypił trzy kwarty piwa dziennie. Zaleciłem mu , aby nie zmieniał trybu życia, dopóki się nie wyleczy, a wtedy dopiero zmniejszy ilość wypijanego piwa. Część pierwszą mojej rady wypełnił, jak dowiedziałem się o tym od jego brata, o drugiej zaś nie mam żadnych wiadomości”14. – Zrozumiałe, że przedwczesne wprowadzenie zmiany w dotychczasowej diecie pacjenta mogłoby zaciemnić obraz postępów w przebiegu leczenia.

Żaden z pięćdziesięciu omówionych  przez Burnetta przypadków z własnej praktyki nie dotyczył choroby zakaźnej, jednak gdy pisał do adwersarza alopaty: „Pan wiesz o tym, że ja uważam szczepienie ospy za chorobę, którą nazywam vaccinosis, i o tym przedmiocie wydałem już małą książkę”15 – nie wątpił, że „prawo podobieństwa” może zmierzyć się z każdą epidemią, nie bez szans na powodzenie – czego cholera była dobitnym przykładem. Nie mając nic do zaoferowania w zamian,  homeopatia nie mogłaby pozwolić sobie na krytyczne podejście do ochronnych szczepień.

Od czasu kiedy Hahnemann dowiódł skuteczności Belladonny w starciu z groźnymi objawami szkarlatyny, wielu jego wybitnych następców wykazało użyteczność dobrze dobranych środków  homeopatycznych w leczeniu infekcyjnych chorób wieku dziecięcego.  Nestor polskich przedwojennych homeopatów Władysław Hnatkiewicz (1860-19??) w kwartalniku „Lekarz Homeopata” dał wyraz niezachwianemu zaufaniu do homeopatii, przedstawiając swoje  najbardziej prywatne, a więc i najbardziej stresujące doświadczenia rodzinne. Myślę, że przytoczenie tych opisów w całości może zaciekawić czytelników-homeopatów, podwalając na prześladowanie toku postępowania Hnatkiewicza:

„1. Synek Józef (już nieżyjący – ofiara wojny bolszewickiej w 1920 roku), mając 11 miesięcy, zachorował na dyfteryt z gorączką do 40° wieczorem. Od początku leczony środkami homeopatycznymi: Merc. cyanatus 6C, Belladonna 3D i Lachesis 30C co 45 minut lub co godzinę na przemian po 5 pigułek. Na drugi dzień, z uwagi na małe polepszenie – temperatura wieczorem prawie taka sama (39,5°) – zmieniłem rozcieńczenie [wszystkich leków] na 30C, myśląc, że może dawki są za silne. Po dwóch dniach stosowania tych rozcieńczeń -  czwartego dnia od początku choroby [nastąpił] spadek temperatury do 39° wieczorem – gardło się oczyściło! Wtedy rozpuściłem te same rozcieńczenia 30C w ten sposób: po 10 pigułeczek rozpuściłem w trzech szklankach wody przegotowanej i dawałem po łyżeczce roztworu z każdej szklanki przez pierwsze trzy godziny co ¼ godz. Na przemian; następnie przez dwie godziny co ½ godz., potem co 45 min i co godzinę – do piątego dnia choroby, kiedy powoli temperatura zaczęła spadać i wieczorem dosięgła normalnej i synek przy użyciu następnej kuracji na wzmocnienie ogólne i doprowadzenie migdałów do normy (Hepar sulf. 6C, Baryta carbon. 6C i Arsenic 30C) szybko, bez komplikacji powrócił do zdrowia.

  1. Przypadek ten mojej córki Ireny. Mniej więcej przed 20 laty córka moja zapadła na ciężką formę szkarlatyny. Trzeciego dnia przyłączył się dyfteryt – rano cienka warstwa nalotu szarego, jakby dmuchnięto w gardło popiołem, wieczorem już gruba warstwa nalotu szarego, który zajął migdały, łuki, język i tylną ścianę gardzieli. Położenie fatalne – szare plamy prowadza do gangreny i wtedy rokowanie beznadziejne. Zastosowany zaraz Lachesis (główny środek przy stanach septycznych i pyämicznych), naturalnie w rozcieńczeniu 30C, dawany po 5 kropel co ½ godziny (od szóstej wieczorem do dziesiątej) zmienił szare plamy na plamy mniej więcej koloru żółtego i w ten sposób córka została uratowana. Musze dodać, że dyfteryt był tak ciężki, że grube plamy oczyszczały się bardzo powoli, w ciągu tygodnia. Ból w gardle, pieczenie i palenie nieznośne towarzyszyły przez cały czas oczyszczania się gardła, a jednak nad wyraz ciężki ten przypadek zakończył się szczęśliwie bez wszelkich komplikacji ze strony serca, nerek, gruczołów na szyi i chora szybko wróciła do zdrowia”16.

Dyfteryt to – na szczęście rzadko teraz występująca – błonica, przeciw której zaczęto szczepić dzieci w  latach dwudziestych XX wieku. Czy gdyby szczepionka była dostępna ćwierć wieku wcześniej, to Hnatkiewicz byłby z niej skorzystał?  Nie można tego wykluczyć, bowiem umieralność na złośliwą postać błonicy sięgała 85 procent, a chyba nie wszyscy ówcześni homeopaci byli nieprzejednani przeciwnikami szczepień. Na przykład w artykule L. Dobrowolskiego „Choroby zakaźne”, zamieszczonym w „Lekarzu Homeopacie”, wśród wiadomości o ospie i używanych w jej leczeniu środkach homeopatycznych widnieje informacja: „w celach zapobiegawczych stosujemy szczepienia krowianki ospowej; również podczas epidemii ospy stosują powtórne szczepienie”17. Trzeba więc uznać, że poglądy homeopatów nie były jednolite. Zresztą krytycyzm wobec wprowadzanych szczepionek ochronnych zwykle nie pojawiał się a priori, lecz dopiero pod wpływem poczynionych obserwacji.

Wypada teraz powrócić do pytania: jeśli nie szczepienie, to co? Przeglądając posiadane książki natrafiłam na dwa przeciwstawne sądy w odniesieniu do możliwości homeopatycznej profilaktyki chorób epidemicznych. Alan V. Schmukler (Homeopatia. Poradnik domowy od A do Z) oświadcza: „Leki Homeopatyczne można bezpiecznie stosować zamiast szczepionek. Doświadczenia zebrane przez homeopatów na przestrzeni minionych dwustu lat dowodzą skuteczności tej metody w zapobieganiu chorobą epidemicznym”18. – Nie tylko jest on zwolennikiem stosowania, jak pisze, „bezpiecznych i skutecznych leków homeopatycznych w zastępstwie szczepionek”, ale poświęca odrębny rozdział profilaktyce homeopatycznej, komunikując na wstępie: „W razie epidemii i braku dostępu do szczepionek można ich [leków homeopatycznych] użyć, żeby zapobiec wystąpieniu choroby lub złagodzić jej przebieg”19. Pisze też: „Ani leki homeopatyczne, ani szczepionki nie gwarantują całkowitej odporności. Mimo to najwybitniejsi homeopaci od zarania tej dyscypliny zalecają profilaktykę homeopatyczną, wśród nich Hahnemann, Boenninghausen, Burnett, Kent, Shepherd, Sankaran i Eizayaga”20. Dalej następują konkretne przykłady skutecznego zastosowania wybranych leków homeopatycznych w profilaktyce występujących w różnych latach i różnych miejscach epidemii polio, zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, ospy prawdziwej, szkarlatyny i błonicy21.

Również inny amerykański homeopata, Dana Ullman, w książce wydanej u nas w roku 1998 pt. „ABC homeopatii” podaje: „W wieku dziewiętnastym homeopaci powszechnie używali leków do zapobieganie lub leczenia dolegliwości, które później zostały rozpoznane jako infekcje bakteryjne i wirusowe. Aconitum i Ferrum Phosphoricum były często podawane we wczesnych objawach gorączki i bólów, aby zapobiec grypie. Belladonna była najbardziej powszechnym lekiem zapobiegającym lecz leczącym płonicę, a Camphora była głównym lekiem używanym w celach  prewencyjnych na cholerę”22.

Odmienne stanowisko zajmuje Christoph Trapp – rzecznik Niemieckiego Centralnego Związku Lekarzy Homeopatów (DZVhA)23 oraz redaktor naczelny niemieckiego czasopisma „Homeopatia”: „Nie ma szczepionek homeopatycznych. Żaden lek homeopatyczny nie jest w stanie wywołać dającej się potwierdzić naukowo odporności na daną chorobę. Dlatego też ostrzegamy przed zastępowaniem koniecznych szczepień przyjmowaniem leków homeopatycznych”24. Pomimo tych zastrzeżeń pisze on nieco dalej: „Jeżeli w przypadku danego pacjenta istnieją przeciwskazania medyczne dotyczące szczepienia bądź też pacjent świadomie  nie zdecydował się na szczepionkę, jako alternatywę można zaproponować mu terapię homeopatyczną. Oprócz niej należy również uwzględnić ogólne i szczególne środki zapobiegawcze, a także ewentualne wykorzystanie homeopatycznych metod prewencyjnych [!]”25. – Trapp nie deklaruje się jako przeciwnik szczepień, ale przyznaje, że w pewnych okolicznościach mogą one „wywoływać poważne reakcje organizmu, prowadzące do przejściowych lub trwałych szkód”26.

Oczywiście, oprócz dyskusyjnej profilaktyki homeopatycznej, możnym atutem homeopatii jest jej wysoka skuteczność  w leczeniu chorób dziecięcych, także zakaźnych – niezależnie od tego, czy dziecko uległo zakażeniu naturalnemu, czy sztucznemu (przez szczepionkę). Z tym, ze wydawane poradniki nie poświęcają tyle samo uwagi poszczególnym schorzeniom. Jedne poprzestają na przedstawieniu leków homeopatycznych najczęściej stosowanych w przypadkach odry i świnki albo różyczki, a inne starają się uwzględnić więcej chorób, nawet łącznie z poliomyelitis, czyli chorobą Heine-Medina. Właśnie do tych ostatnich należą poradniki C i R. Roy’ów oraz A. V. Schumuklra – autorów opowiadających się po stronie krytyków szczepień.

Temat szczepień przeciw polio cechuje swoiste niedomówienie. Są bowiem znane aż trzy różne warianty szczepionek: wprowadzana drogą iniekcji szczepionka Jonasa E. Salka oraz doustne szczepionki Alberta B. Sabina i Hilarego Koprowskiego. Intrygujące jest to, że opinie niechętne szczepieniom wymieniają jedynie nazwiska Salka i Sabina, natomiast brakuje jakichkolwiek aluzji do osoby Koprowskiego.

Jonas Salk zasłyną w Stanach Zjednoczonych jako wynalazca wstrzykiwanej podskórnie szczepionki, którą przyjęto entuzjastycznie w nadziei na przełom w walce z poliomyelitis. Według danych z książki „Szczepienia-niebezpieczne, ukrywane fakty” pierwszych szczepień dzieci na szeroką  skalę dokonano pod koniec kwietnia 1954 roku i w kwietniu roku następnego ogłoszono, że szczepionka jest bezpieczna i skuteczna. Niestety, zaraz po tym wśród zaszczepionych odnotowano zachorowania z objawami paraliżu, a nawet wypadki śmierci. Ponieważ poszczepienne powikłania mnożyły się wraz z eskalacją szczepień, uznano za niemożliwe do zagwarantowania, że poszczególne partie szczepionek nie są obarczone wadą. Szczepionka Salka została skompromitowana, a w jej miejsce w 1960 roku wprowadzono doustną szczepionkę Alberta Sabina. Dociekliwy czytelnik nie znajdzie tu jednak żadnej wzmianki o szczepionce Hilarego Koprowskiego.

W poradniku „Jak leczyć dzieci homeopatycznie?” zamieszczono interesującą informację: „Są trzy typy wirusów polio, przy czy odporność na jeden z nich nie zapewnia ochrony przed pozostałymi. Dlatego szczepionka przeciw polio jest kombinacją wszystkich trzech wirusów. W naturze jest praktycznie niemożliwe zetknięcie się ze wszystkimi trzema wirusami razem. Szczepienie oznacza więc nienaturalny i ogromny wstrząs dla naszego systemu odpornościowego”27. (Może więc w indywidualnym leczeniu homeopatycznym tej choroby dobór środka uzależniony jest w głównej mierze od inwazji określonego wirusa).Autorzy podają tez detale, które najwyraźniej odnoszą się do szczepionki Sabina: „Szczepionka do podawania doustnego składa się z żywych, osłabionych wirusów polio, namnożonych w komórkach nerkowych małp. Zawiera 10 razy więcej wirusów typu 1 niż typu 2 oraz 3 razy więcej wirusów typu 3 niż typu 2”28. – Ale znów ani słowa nie ma tutaj o szczepionce Koprowskiego!

Nie jest chyba przypadkowe, ponieważ pierwsza masowa partia, która w 1958 r. została przetestowana na ćwierćmilionowej populacji czarnoskórych mieszkańców belgijskiego wówczas Konga, prawdopodobnie przyczyniła się do przeniesienia z szympansów na ludzi wirusa powodującego AIDS. Hilary Koprowski – dzisiaj dziewiećdziesięciokilkuletni naukowiec – we wrześniu 1939 r.  jako młody lekarz opuścił bombardowana Warszawę, wyjeżdżając międzynarodowym pociągiem przez Wiedeń do Włoch, a po pewnym czasie do neutralnej Portugalii, skąd popłynął statkiem pasażerskim do Brazylii. W 1944 r. przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie po kilku latach rozpoczął prace nad doustną szczepionką przeciw polio. Drogę do sukcesu i sławę ułatwiło mu niepowodzenie Salka, zagrożeniem były natomiast konkurencyjne doniesienia Alberta Sabina – badacza rosyjskiego pochodzenia, który w dyskretnym porozumieniu z władzami sowieckimi testował własną doustną szczepionkę na ludności Łotwy, Estonii i Kazachstanu. W żadnej z tych republik nie doszło do następczego pojawienia się AIDS, ponieważ Sabin nigdy nie wykorzystywał afrykańskich szympansów jako dawców niezbędnych komórek nerkowych. Natomiast w Kongu Belgijskim po roku od kampanii Koprowskiego stwierdzono pierwszy przypadek tej nowej, strasznej choroby.  Niefortunnie dla Koprowskiego, konkurujący  z nim Sabin odkrył w między czasie obecność nieznanego wirusa w jednej z próbek jego szczepionki i odkrycie swoje opublikował, co przesądziło o odmiennej pozycji każdego z nich na amerykańskim rynku medycznym.

Poświęcony temu bulwersującemu tematowi francuski film dokumentalny, wyemitowany w ostatnich latach w programie TVP2 pt. „Skąd się wzięło AIDS”, wywołał burzliwą reakcję pewnych polskich środowisk w obronie Koprowskiego jako uczonego-patrioty, który w 1959 r. bezinteresownie przekazał dla PRL dziewięć milionów szczepionek przeciw polio. W istocie Koprowski poniósł naukową i handlową porażkę w Stanach Zjednoczonych, gdzie wybrano szczepionkę Sabina, która od 1960 r. zastąpiła wadliwą szczepionkę Salka. Jednak Specjalną wymowę  ma to, że upowszechniana na stronach Internetu argumentacja obronna skupia się na ogólnym podkreśleniu naukowych zasług bardzo utalentowanego Koprowskiego oraz jego osobistych zaprzeczeniach29. Natomiast przezornie unika się tam polemizowania z konkretną dokumentacją filmową i zeznaniami świadków, dowodzącymi, że w kongijskiej placówce pobierano operacyjnie nerki od oszołomionych zastrzykami, lecz żywych szympansów, będących wszak naturalnymi nosicielami wirusa wywołującego u ludzi AIDS. W świetle powyższego Koprowski, zaprzeczając faktom korzystania z tych zwierząt w swoim ośrodku badawczym, traci wiarygodność. A poza tym nic obecnie nie wskazuje, by kontynuowano dociekania „skąd się wzięło AIDS?”. Czy nie dlatego, że w gruncie rzeczy sprawca jest już znany? – W każdym razie wyjaśnia się w ten sposób kwestia, dlaczego w dostępnej mi literaturze brak jest komentarzy wskazujących na stosowanie szczepionki Koprowskiego.

Cytowany już Jiri Cehovsky w 1994 r. napisał: „Bardzo interesującą problematyką jest choroba AIDS. Zespół Nabytego Upośledzenia Odporności koncentruje na sobie uwagę całej współczesnej medycyny. Po raz pierwszy (!) medycyna oficjalnie otwarcie przyznała, że na świecie jest niewyleczalna choroba, której nie umie zwalczyć”30. – Tymczasem medycyna już się otrząsnęła z pierwszego szoku i aktualnie stara się sugerować, że i na polu ma wiele do powiedzenia. W 1970 r. ówczesny Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ocenił, ze pacjent udający się do lekarza może być narażony na niebezpieczeństwo większe niż choroba, z którą się zwracał po radę31. Zgodnie z ówczesnym stanowiskiem WHO, w obrębie zainteresowań medycyny powinny się znaleźć wszelkie praktykowane sposoby uzdrawiania, niezależnie od ich pochodzenia. Obecnie zaś ta sama organizacja (chociaż na pewno nie w tym samy składzie) ostrzega przed homeopatycznym leczeniem takich chorób, jak AIDS, gruźlica czy trąd32.Wynika z tego, że medycyna rezerwuje dla siebie „naukowe” rozprawianie się nawet z AIDS – i przypisuje realne osiągnięcia. A przecież Werner Bartens, który homeopatię uważa za jedną z „pomyłek w medycynie”, stwierdza bez osłonek: „Konieczne są dalsze starania, aby uświadomić ludziom, że pomimo lepszej terapii, choroby tej nie można wyleczyć”33! Medycyna uniwersytecka nie liczy chyba na wynalezienie szczepionki przeciw AIDS, czemu więc (poza naciskiem koncernów farmakochemicznych) należy przypisać obecne w dzisiejszej WHO tendencje do odebrania chorym tej szansy jaką może im ofiarować homeopatia?

Dana Ullman pisze z rzeczowym obiektywizmem: „Jeśli chodzi o leczenie homeopatyczne ludzi z AIDS i ARC (zespół objawów AIDS bez obniżania odporności)34, homeopaci są zgodni co do tego, ze niewiele można zrobić, aby pomóc tym osobom, które są w krańcowym stadium AIDS. Natomiast jeśli chodzi o tych, u których ostatnio stwierdzono AIDS lub ARC, kilku homeopatów zanotowało poprawę w ogólnym stanie zdrowia niektórych z takich pacjentów i liczbie ich limfocytów T i B (są to ważne wskaźniki dla określenia siły układu immunologicznego). […] Jeśli chodzi o ludzi, którzy byli narażeni na kontakt z wirusem, ale nie zachorowali na AIDS, to kilku homeopatów zaobserwowało, że zastosowanie leków homeopatycznych może pomóc we wzmocnieniu ich tak, ze nie staną się chorzy”35. – Jak widać, nie ma w tym hurraoptymizmu, lecz powściągliwe rozważanie potencjalnych możliwości.

Wśród szeregu przykładowych środków homeopatycznych, wymienionych przez Ullmana w kontekście leczenia przypadków AIDS, zwraca uwagę Cyclosporin. W konwencjonalnym leczeniu (i w konwencjonalnych dawkach) jest on używany jako immunosupresant, co uzasadnia jego homeopatyczne zastosowanie w chorobie prowadzącej do tragicznego osłabienia układu immunologicznego. Warto tu napomknąć, że Jiri Cehovsky, komentując szkodliwość szczepień, również nawiązał do możliwości dobroczynnego wykorzystania zbyt gwałtownie działającej „materii leczniczej”, jeśli zostanie ona podporządkowana regułom homeopatii: „Inna metodą naprawiania szkód wywołanym szczepieniem jest podanie inkryminowanej wakcyny w wysokim homeopatycznym rozcieńczeniu”36. „Prawo podobieństwa” może więc być wskazówką o bardzo szerokim spektrum użyteczności.

-

Przypisy:

  1. Francis R., Cotton K.: Pożegnaj się z chorobami. Zdrowie jest wyborem – naucz się, jak go dokonywać. Przeł. z ang. Ula Krawczyk, Konstancin-Jeziorna 2010, s. 376.
  2. : tamże, s. 378.
  3. : tamże, s. 376
  4. : Wojtasiński Z.: 101 mitów o zdrowiu, czyli jak się leczyć i nie chorować. Warszawa 2009, s. 430.
  5. „Lekarz Homeopata” 1938, nr 4, s. 149-150
  6. Sinclair I.: Szczepienia-niebezpieczne, ukrywane fakty. Tł. z ang. Łukasz Woźniak, Arkadiusz Woźniak. Kalisz 2006, s. 139-140
  7. : tamże, s. 80.
  8. Tamże, s. 79
  9. Raymond Francis co prawda nie używa w tekście tego terminu, ale chodzi mu dokładnie o to samo, kiedy pisze o chorobliwym stanie organizmu w wyniku zatrucia komórek toksynami.
  10. Tilden J.H.: Toksemia…, s. 108.
  11. Sinclair I.: Szczepienia…, s.89-90.
  12. Tilden J.H.: Toksemia…, s. 13.
  13. Chyba że właśnie do homeopatii odnosi się pierwsza część zdania: „jedną z najzłośliwszych praktyk naszych czasów jest leczenie choroby inną chorobą i dążenie do immunizacji przez zaszczepienie produktów choroby”. Tamże, s. 85.
  14. Burnett J.C.: Pięćdziesiąt przyczyn dlaczego jestem homeopatą. „Lekarz Homeopata” 1934 n 4, s. 165-166.
  15. Tamże, s. 142.
  16. Hnatkiewicz W.: Podstawy homeopatii (Prawo podobieństwa i małe dozy). „Lekarz Homeopata” 1935 nr 3, s. 135-136.
  17. : Dobrowolski L.: Choroby zakaźne. „lekarz Homeopata” 1933 nr 3, s. 134. – Artykuł obejmuje malarię, dyfteryt, krwawą dyzenterię, azjatycką cholerę, tyfus brzuszny, szkarlatynę, odrę, ospę i różę (s. 122-135).
  18. Schmukler A.V.: Homeopatia. Poradnik domowy od A do Z. Z ang. przeł. Dorota Kozińska. Warszawa 2009, s. 185.
  19. Tamże, s. 483.
  20. Tamże, s. 483-484.
  21. : tamże, s. 484-486.
  22. Ullman D.: ABC homeopatii. Przekł. z ang. Lena Feldman. warszawa [1998], s. 153.
  23. Christoph Trapp podaje, że jest to najstarszy niemiecki związek lekarzy homeopatów; powstał w Kothen w 1829 r., a jego współzałożycielem był sam Hahnemann (!).
  24. Trapp Ch.: Homeopatia. Co to jest. Jak działa. Kiedy pomaga. Przekł. z niem. Paula Krajewska. Warszawa 2006, s. 100.
  25. Tamże.
  26. : tamże, s. 98.
  27. Roy C. i R.: Jak leczyć dzieci homeopatycznie? Przekł. z niem. Elżbieta Dałek. Warszawa 2020, s. 204.
  28. Tamże, s. 212.
  29. na przykład: Kowalik H.: Polak roznosicielem AIDS? [online]. [dostęp: 27 stycznia 2011]. Dostępny w Internecie: http://www.fałszywy.trop-reportera.pl/aids-hiv.html; Hilary Koprowski. Z Wikipedii, wolnej encyklopedii [online]. [dostęp: 27 stycznia 2011]. Dostępny w Internecie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hilary_Koprowski; Wirus polio znowu niebezpieczny [online]. [dostęp: 27 stycznia 2011]. Dostępny w Internecie: http://od-krywcy.pl/kat,111396; Artykuły o zdrowi - [wywiad] Hilary Koprowski – twórca szczepionki przeciw polio [online]. [dostęp: 3 lutego 2011]. Dostępny w Internecie: http://wegedzieciak.pl/-printview.php?t=320-&start-=0&sid.
  30. Cehovsky J.: Homeopatia, więcej niż leczenie. Zasady leczenia, zależności społeczne i duchowe, przypadki z praktyki. Przekł. z czes. Aneta Prusinowska. Międzyzdroje 2002, s. 133.
  31. Gibiński K.: Priorytet nauki, lekarski paternalizm czy partycypacja w praktyce medycznej. W: Medycyna u progu XXI wieku. Filozofia i technika leczenia. Warszawa 1994, s. 26.
  32. : Tumiłowicz B.: Homeopatia leczy czy szkodzi? „Angora” 2009 nr 38, s. 26.
  33. Bartens W.: Pomyłki w medycynie. Błędne sądy, niepotwierdzone teorie, mylne przekonania. Leksykon. Z niem. przeł. Maria Kaczorowska. Warszawa 2008, s.17.
  34. AIDS Related Complex.
  35. Ullman D.: ABC homeopatii…, s. 159.
  36. Cechovsky J.: Homeopatia…, s. 137.
comments
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum