Homeopatia na świecie
i w Polsce

"W 2009 roku w Szwajcarii odbyło się referendum, które zaowocowało włączeniem homeopatii do obowiązkowego systemu ubezpieczeń medycznych. I jest to zapisane w Konstytucji."

Homeopatia w szpitalach

"Wyniki badań prowadzonych przez profesora Michalea Frassa wykazały, że leczenie Homeopatyczne ma wpływ na odległy wynik leczenia pacjentów leczonych z powodu sepsy na oddziale intensywnej opieki medycznej."

Pasożyty : Leczenie i równoważenie – tak, odrobaczanie – nie

" Homeopata klasyczny nie odrobacza: dla niego obecność określonych pasożytów jest OBJAWEM, jednym z wielu, z jakimi zgłasza się do niego pacjent. Owszem, znalezienie w rubrykach repertorium leków przydatnych przy konkretnych robaczycach może być dla niego potwierdzeniem takiego a nie innego wyboru środka leczniczego. Równie prawdopodobne jest jednak i to, że pacjentowi pomoże lek nieobecny w rubrykach dotyczących pasożytów, a na przykład lek „na rozczarowanie w miłości” albo „na upokorzenie”...
 
„Według brytyjskiego uczonego Timothy’ego Lentona, ewolucja staje się kwestią przetrwania najlepiej przystosowanych GRUP zamiast organizmów indywidualnych, a Ziemia i wszystkie jej gatunki składają się na jeden interaktywny, żywy organizm. Manipulowanie równowagą tego superorganizmu poprzez wycinkę lasów, manipulowanie genami czy dążenie ludzi do totalnej samotności (sterylności otoczenia i ich wnętrza) po prostu wyklucza możliwość przetrwania.”
 
Powyższy cytat pochodzi z opracowania Anny Sosnowskiej – ekolekarza, jak sama o sobie mówi. Opracowanie to jest głosem w dyskusji nt. odrobaczania, jaką opublikowaliśmy na łamach najnowszej „Homeopatii Praktycznej”. Ania odwołuje się w nim do ustaleń dwóch badaczy: Timothy’ego Lentona i Bruce’a Liptona. Wynika z nich, z grubsza rzecz biorąc, że każdy z nas tworzy „grupę” – komórek, które dawno dawno temu „umówiły się”, że będą współpracować dla wspólnej korzyści. Do grupy wpuściły również „obcych” i ostatecznie: „Na jedną naszą komórkę przypada 10 komórek bakterii, grzybów, robaków i innych „obcych (?)”. Na jeden nasz gen – 150 genów „obcych?” – czytamy w opracowaniu.
 
Tak więc wszyscy jesteśmy „zamieszkani” – i ja, i każdy z Was (no chyba, że właśnie przeszedł jakąś radykalną terapię odrobaczającą). I nie obruszajcie się: znajomy chirurg-onkolog przyznał kiedyś, że u większości pacjentów, których „otwiera”, znajduje pasożyty.
 
Mnie osobiście przekonują teorie tych badaczy, którzy twierdzą, że „robaki” są nam do czegoś potrzebne. Przypuszcza się, że do produkcji pewnych substancji chemicznych, czy też usuwania chorych komórek.
 
Na pewno wiemy, „że dla wielu osób pojawienie się pasożytów w jelitach i innych odcinkach układu pokarmowego stanowi czasami mniejsze zło. Bywa, że obecność pasożytów okazuje się wręcz nie do przecenienia, ponieważ usuwają one te toksyczne substancje wadliwego metabolizmu, które prowadziłyby do systematycznego zatruwania organów miąższowych, w tym także mózgu. Tak się dzieje np. przy wrodzonej nietolerancji niektórych cukrów, takich jak maltoza, sacharoza, skrobia, laktoza, w wyniku zmienionego metabolizmu dostarczających trucizn wewnątrzustrojowych, na które bardzo wrażliwa jest właśnie tkanka mózgowa. Literatura medyczna donosi o chorobach psychicznych wywołanych nietolerancją laktozy i innych sacharydów, więc odbarczenie organizmu od tych trucizn metabolicznych jest właśnie często zasługą robaków, grzybów i drożdży, które przyjmują role pogotowia detoksykacyjnego.” (cytat z artykułu p. prof. Elżbiety Dernałowicz-Malarczyk „Charakterystyka ważniejszych robaczyc przewodu pokarmowego”, zamieszczonego w „Homeopatii Praktycznej” w 2010 r.
 
Nathan Seppa, pisarz zajmujący się tematyką biomedycyny na łamach Science News opublikował artykuł zatytułowany „Worming Your Way to Better Health” (Pasożyty sposobem na poprawę stanu zdrowia). Wysuwa tam hipotezę, że współczesna higiena i medycyna, eliminując pasożyty, mogły doprowadzić do pobudzenia tłumionego od tysiącleci przez pasożyty układu odpornościowego, a co za tym idzie – do rozwoju chorób z autoagresji, od alergii, poprzez cukrzycę typu I i łuszczycę, po chorobę Crohna i stwardnienie rozsiane.
 
Dopiero od niedawna prowadzi się próby leczenia dolegliwości autoimmunologicznych jajami lub larwami pasożytów, za wcześnie więc na ostateczne wnioski, ale... Liczba przypadków chorób z autoagresji rośnie lawinowo od końca XX w., a naukowcy po-szukujący wyjaśnienia tego zjawiska kładą nacisk na czynniki genetyczne i wpływy środowiskowe. Na prawdopodobnego „winowajcę” numer 1 wytypowali wysoki poziom higieny. W 1989 r. Davie Strachan odkrył, że osoby z rodzin wielodzietnych chorują na katar sienny o wiele rzadziej niż te, które mają mało rodzeństwa, stwierdził więc, że prawdopodobnie życie w przesadnej czystości i niewielka liczba przebytych w dzieciństwie chorób zakaźnych mogą spowodować niewłaściwą pracę układu odpornościowego. Teorię tę potwierdza wiele badań (zainteresowani mogą znaleźć je w wymienionym tekście Seppy – po angielsku, lub skontaktować się ze mną). W hipotezę higieny wpisuje się również niedawne odkrycie regulacyjnego wpływu pasożytów jelitowych na pracę układu odpornościowego. 
I znowu – po szczegóły odsyłam do artykułu Seppy, tutaj wspomnę tylko krótko o tym, że:
 
1. Naukowcy z uniwersytetu w Notthingham (Anglia) badający w 2003 r. etiopskie dzieci stwierdzili, że objaw świszczącego oddechu dwukrotnie częściej występował u dzieci mieszkających w mieście niż u ich wiejskich rówieśników żyjących w dużo gorszych warunkach sanitarnych. Wśród dzieci zarażonych nicieniami było dwukrotnie mniej tych ze świszczącym oddechem niż wśród dzieci wolnych od pasożytów.
 
2. Maria Yazdanbakhsh, immunolog-parazytolog z Uniwersytetu Leiden w Holandii prowadziła badania w Gabonie: wybrano do nich 317 dzieci w wieku od 5 do 13 lat, będących żywicielami pasożytów jelitowych, przede wszystkim nicieni. Żadne z dzieci nie miało czynnej alergii na roztocza kurzu domowego. Badacze losowo wybrali połowę dzieci, którym podawano leki przeciwpasożytnicze. Po roku testy skórne wykazały, że u 14 proc. leczonych dzieci rozwinęła się alergia na roztocza kurzu domowego, podczas gdy w grupie kontrolnej odsetek ten kształtował się poniżej 7 proc. Raport z tego badania ukazał się w Journal of Infectious Diseases w 2004 r.
 
3. Lekarze Jorge Correale i Maurizio Farezo skompletowali dwie 12-osobowe grupy chorych na SM: do pierwszej zakwalifikowano osoby, które niedawno zaraziły się pasożytami, do drugiej – chorych niebędących nosicielami. W ramach badania trwającego średnio 4,6 roku osoby zakażone odstąpiły od leczenia przeciwpasożytniczego. Okazało się, że w tej grupie objawy SM złagodniały i tylko u trzech pacjentów doszło do jednego nawrotu. U pacjentów z grupy niezakażonej doszło w tym czasie do łącznie 56 rzutów choroby (średnio po jednym rocznie). Badanie MRI wykazało 14 zmian w mózgach osób zakażonych, przy 164 zmianach w mózgach niezakażonych (Annals of Neurology, 2007).
4. Badania na zwierzętach potwierdziły, że jelitowe zakażenie pasożytnicze może tłumić odpowiedź zapalną, a więc prawdopodobne jest, że to brak zakażeń pasożytniczych może przyczyniać się do chorób zapalnych jelit, takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Crohna.
 
„Dostatecznie silny układ odpornościowy wpuszcza, wykorzystuje i wydala pasożyty po osiągnięciu pozytywnego efektu zdrowotnego – napisała kiedyś na swoim rewelacyjnym blogu Pani Maria Ulmed (ulmed.blox.pl). – Wszystkie pasożyty dokonują selekcji potencjalnych żywicieli. Nasz układ odpornościowy też dokonuje selekcji. Organizm ma interes w obecności pasożyta. Pasożyt może wyjadać toksyny lub przerabiać je na związki, które łatwiej zutylizować. Może wyżerać komórki quasi-nowotworowe, nowotworowe i bakterie, czyli to wszystko, czego chce się pozbyć nasz układ odpornościowy. To organizm, wyłączając barierę biologiczną, pozwala pasożytom na osiedlenie się i wykorzystuje ich właściwości terapeutyczne.”
 
Oczywiście mowa o zdrowym organizmie. Organizm wytrącony z równowagi
-         niewłaściwą dietą
-         niewłaściwym leczeniem
-         skażeniem środowiska
-         smogiem elektromagnetycznym
-         stresem, tempem życia, pogorszeniem więzi z najbliższymi
może zostać przez pasożyty po prostu opanowany. Celem PRAWDZIWEGO leczenia nie jest więc wybicie do nogi pasożytów, tylko przywrócenie organizmowi równowagi, tak żeby sam optymalnie regulował „kogo” i w jakich ilościach wpuszcza i toleruje.
 
Luc De Schepper zwrócił w jednej ze swoich książek uwagę na to, że w stadzie zaniedbanych podwórkowych kundli zawsze znajdzie się jeden lub dwa wolne od pcheł. Ich organizmy nie pozwalają pchłom na osiedlenie. Wiadomo też, że nie wszystkie dzieci w grupie łapią wszy i że nawet w rodzinie niektórzy domownicy pozostaną niezawszeni.
 
Jeśli przyjmiemy, że bytujące w nas pasożyty mają do odegrania własną rolę, to terapie odrobaczające, nawet te niechemiczne, mogą czasami szkodzić, i to nie tylko poprzez zatrucie organizmu produktami rozpadu setek czy tysięcy „robaków”. W cytowanym już artykule Anna Sosnowska, która m.in. zajmuje się badaniem żywej kropli krwi w ciemnym polu, omawia inne skutki „odrobaczania” za pomocą zappingu (czyli urządzenia typu Zapper):
Po zabiegach, doraźnie stan wielu pacjentów poprawia się. Podobnie jak po antybiotyku. Jednak długofalowe efekty już nie są takie różowe. Wielu specjalistów uważa, że metoda ta stwarza ryzyko uszkodzenia naturalnej mikroflory. Poza tym gwałtowne usunięcie współistniejących z nami organizmów poważnie zaburza równowagę osi neuro-endokryno-immunologicznej. Wciąż trafiają do mnie nowe przypadki osób borykających się z autoagresją, które w przeszłości poddawały się biorezonansowemu odrobaczaniu.
Czy istnieje związek?
Trudno tego dowieść. I jeszcze jedna obserwacja – w badaniu mikroskopowym żywej kropli krwi nie tylko ja obserwuję przemijające uszkodzenie elementów morfotycznych krwi. Pacjenci, zwłaszcza o słabszej sile życiowej zgłaszają, nawet po samym tylko badaniu, bóle głowy, osłabienie, zwiększone pragnienie, suchość w ustach, szumy w uszach itp. utrzymujące się do dwóch dni. (...)”
 
A co dzieje się później? Bez odpowiedniego leczenia/zmiany diety itd. – czyli usunięcia wymienionych wcześniej czynników – pasożyty szybko powrócą. Przecież, jak zauważa Maria Ulmed, nie wysterylizujemy całego świata!
Jak widzicie, nie jestem fanką odrobaczania...
 
Nie jestem też – mówiąc delikatnie – fanką lekarzy, którzy nazywają siebie homeopatami, a którzy każdego nowego pacjenta podłączają do urządzenia biorezonansowego i potem wyliczają tylko, ile to i jakich pasożytów owo urządzenie wykryło. Także lek homeopatyczny dobierają za pomocą urządzenia. Nie ma pytań o emocje, o ważne wydarzenia z przeszłości, o sposoby reagowania na różne sytuacje... – słowem, nie ma nawet pozorów wywiadu homeopatycznego. „Homeopata” sam siebie sprowadza do roli pośrednika między pacjentem a maszyną. To mi się nie podoba!
 
Jeśli mimo wszystko jakieś osoby są zainteresowane konkretnymi lekami na konkretne robaczyce, służę pomocą – mam rozmaite materiały z rozbiciem na rozmaite płazińce, obleńce i inne stworzonka."

 

Źródło: http://homeopatiakoszalin.pl/blog/leczenie-i-rownowazenie--tak-odrobaczanie--nie-d2.html

comments
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum