×

Uwaga

There is no category chosen or category doesn't contain any items

Heloderma suspectum - przypadek chorobowy cz. I

Część I

MASSIMO MANGIALAVORI

Tomasso jest trzynastoletnim chłopcem, który został przyprowadzony na wizytę do mnie przez rodziców,z powodu „poważnych problemów w szkole”. Tuż przed konsultacją poprosiłem jego mamę, o rozmowę w cztery oczy. Dała mi do zrozumienia, że nie jest zachwycona tą prośbą, ale w dniu wizyty Tomasso pozostał w poczekalni z ojcem, podczas gdy ja rozmawiałem z matką. Robiła wrażenie kobiety agresywnej z niezbyt dobrymi manierami i raczej wrogim do mnie nastawieniem. Gdy spytałem, kto mnie polecił, odpowiedziała, że jej bratowa, a moja pacjentka. Dodała także, że konsultowała się z wieloma specjalistami i że „teraz chcemy spróbować homeopatii”. Miałem wrażenie, iż nie za bardzo wierzy w moją pomoc, a z tonu jej głosu wywnioskowałem, że obie z bratową nie przepadają za sobą.

Zaczęła: „Nie wiemy, co robić z Tomassem, próbowaliśmy wielu rzeczy… wszystkiego, począwszy od logopedy aż do psychoterapii… terapii zarówno indywidualnych jak i rodzinnych. Nawet zaprowadziliśmy go do księdza. Ale nic nie jest w stanie pomóc mu w poprawnym mówieniu”.

Zapytałem, co ma na myśli, mówiąc „poprawne mówienie”:

„Od samego początku nie mówił dobrze, używał tylko słów, które go interesują… często gubi czasowniki, najtrudniej zmusić go, by je wymówił…, ale na początku gubił całe człony zdań i oczekiwał od nas, że go zrozumiemy albo wpadał w gniew. To dziwne, ponieważ jego nauczyciele zawsze mówili, iż jest zdolny i robi postępy w testach, ale nie przyjmuje do wiadomości zasad poprawnej wymowy”.

Zapytałem ją o przykład.

„Ciężko o tym mówić, ale usłyszy go pan za chwilę… Chciałam tylko powiedzieć, że uważamy to za problem psychologiczny, ponieważ wszystko zaczęło się, kiedy Tomasso miał trzy lata. Wtedy urodziła się jego mała siostra… na początku był straszliwie zazdrosny. Rozmawiał tylko ze starszą siostrą, nie odzywał się do nas nawet słowem. Jedyną osobą, która potrafiła zrozumieć, co mówi, była starsza siostra. Jest od niego o dwa lata starsza. Rozumie wszystkie jego słowa… a Tomasso nigdy nie złości się na nią. Tak naprawdę, to on nigdy nie lubił za dużo mówić i tylko siostra go rozumiała, ale gdy urodziło się następne dziecko…”

Poprosiłem, by wyjaśniła, co ma na myśli mówiąc, że chłopiec „się złości”.           

„Uparcie powtarza to, co już mówił i czynił to wiele razy, nawet trzydzieści, dokładnie  w ten sam sposób. Mówi coraz głośniej i głośniej, a pod koniec zaczyna krzyczeć…, ale słowa pozostają takie same, jak przedtem”.

Zapytałem o zachowanie chłopca w czasie, gdy urodziła się jego mała siostrzyczka.

„Naprawdę nie wiem, co panu powiedzieć. Mówił, że ma tylko jedną siostrę, a mała jego siostrą nie jest, że nigdy jej nie chciał i że wraz z przybyciem jej na świat spotkała go wielka przykrość. Zaczął się także agresywnie zachowywać w stosunku do nas”.

Poprosiłem matkę Tomassa, by powiedziała mi coś o pracy swojej i swego męża.

„Jesteśmy właścicielami baru i pracujemy razem. Wiem, że to nie jest dobre, ale nie mamy innego wyjścia. Wstajemy rano, a kiedy Tomasso się budzi, jest z nim babcia. Chłopiec widzi nas tylko wieczorem, gdy wracamy zmęczeni… Proszę mnie źle nie zrozumieć, jesteśmy bardzo rodzinno, dlatego też mamy trójkę dzieci. Powtarzano nam  z tysiąc razy, że powinniśmy spędzać więcej czasu z Tomassem, ale musimy być sprawiedliwi i dla innych dzieci… nie jest jedyny, mimo że robi wszystko, by przyciągnąć naszą uwagę. Wszyscy lekarze mówili, iż chłopiec nie choruje i że wszystko powinno się rozwiązać wraz z wiekiem. Ale mówili także, że powinniśmy poświęcać mu więcej uwagi”- żachnęła się z poirytowanie jakby nie mogła już dłużej ukrywać swej irytacji. Spytałem, jaki kontakt ma Tomasso ze swoimi dziadkami:

„Ha, to także wyszło na jaw podczas psychoterapii: jego dziadkowie mieli tylko synów, więc nie mogli doczekać się małej wnuczki. Możliwe, że dlatego Tomasso po urodzeniu siostrzyczki utracił swą pozycję najmłodszego członka rodziny… moi teściowie preferują raczej najstarszą córkę. Ale to tylko spekulacje… ponieważ problem pozostaje wciąż nierozwiązany…”

Zapytałem ją, co myśli o reakcjach Tomassa na kłopoty z wymową:

„Bóg raczy wiedzieć. Czasami wydaje mi się, że nas zwodzi…, jeśli ma coś napisać, robi to, ale kiedy mówi, nie może powiedzieć wszystkiego… Naprawdę nie rozumiem. Powiedziano nam, że chłopiec cierpi na rzadkie zaburzenie wymowy, ponieważ dzieci zwykle omijają rzeczowniki, nie czasowniki… na początku nie wymawiał różnych rzeczy, teraz utknął na czasownikach”.

Poprosiłem ją o przyprowadzenie Tomassa i jego ojca do gabinetu. Tomasso to mały, pucułowaty chłopiec, ze zmarszczoną twarzą, poruszający się wolno, zachowujący się bardzo podejrzliwie:, gdy wszedł, omiótł wzrokiem wszystkie kąty. Popatrzył na mnie spode łba. Spytałem go o datę urodzenia, odpowiedział poprawnie. Zapytałem o ulubione zajęcia, odrzekł: „Malowanie, rysowanie… białe kartki papieru. Niezbyt duże…”

Zapytałem Tomassa, czy nie zechciałby mi czegoś narysować: „Malowanie, rysowanie… OK.”. Rysował w bardzo oszczędny sposób, użył kilku wyraźnych kresek jak animator. Narysował szybko jakieś zwierzę na środku kartki papieru. Matka chłopca przerwała: „To smok… uwielbia je… nawet kiedy był mały, zawsze chciał zaglądać do pudełka, w którym trzymaliśmy chińskie drobiazgi, tam była namalowana parada ze smokiem…”.

Tomasso zmarszczył się na słowa matki i powiedział: „Smok ukryty… duże jajo”. Potem już nic nie mówił i przez długi czas siedzieliśmy w ciszy, która wydała się kłopotliwa dla rodziców.

Zapytałem Tomassa, co najbardziej lubi jeść. Matka chłopca wtrąciła się od razu, niepozwalając mu nic powiedzieć: „Uwielbia jajka… mógłby zjeść wiele w ciągu dnia, gdybyśmy mu na to pozwolili”.

Dałem znać gestem matce, by pozwoliła chłopcu mówić: „Dobre jajka… niezbyt duże… makaron też, ryż, tagliatelle… najlepsze jajka”.

Zauważyłem, że Tomasso nosi gruby wełniany sweter. Zapytałem, czy lubi przebywać w górach: „Zbyt zimno. Morze lepsze… nie tak zimno. Ciepło lepsze. Miły sweter, bardzo ciepły i wygodny”.

Matka znowu przerwała, mówiąc, iż to typowe dla Tomasso: „W ogóle nie znosi zimna: od małego musieliśmy go  bardzo ciepło ubierać, ponieważ ciągle odczuwał zimno… jest raczej leniwym chłopcem, nie uprawia żadnego sportu, ma mało ruchu… może dlatego nie lubi zimna. Kiedy byłam dzieckiem, zawsze przebywaliśmy na dworze i nigdy nie było nam zimno”.

Tym razem to Tomasso przerwał niegrzecznie matce: „Zimno… zimno. Nie wiem, zimno mi, ty nie wiesz, ty nie wiesz”. Zrobił się czerwony i bardzo zły.

Spytałem Tomassa, jakie zajęcia najbardziej lubi: „Komputer, telewizja, warcaby… Ken i jego przyczepa kempingowa” (dzięki mojej ubogiej wiedzy na temat zabawek wiedziałem, że Ken to towarzysz Barbie. Obydwie siostry Tomassa miały dużo takich lalek). Zapytałem więc co Ken robi ze swoją przyczepą: „Dużo podróżują razem, podczas dnia…” Zapytałem, co Ken robi w nocy: „Śpi sam, dziewczyny śpią razem”.

Zadałem pytanie jak wygląda pokój Tomassa: „Duże łóżko, nie tak duże… Dużo plakatów na ścianach… telewizor, komputer… obok stół z lampą”.

Zapytałem, po co lampa: „Spanie w ciemności, bez światła, nie lubię… ciemność przeraża”.

Zapytałem, czego się boi, ale nie odpowiedział. Przestał się na mnie patrzeć, odwrócił głowę, tak jakby nie chciał mi spojrzeć prosto w oczy. Następnie zapytałem Tomassa, czy nie zechciałby mi narysować tego, czego się boi. Chętnie to zrobił rysując z prawie obsesyjnym zwróceniem uwagi na szczegóły, pionowy przekrój domu. Narysowanie wszystkich kwiatów nad kanapą w dużym pokoju, najmniejszych szczegółów w każdym pokoju zabrało sporo czasu. Podczas oczekiwania na zakończenie rysunków Tomasssa wyszedłem z gabinetu na parę minut. Rodzice wyglądali na bardzo zniecierpliwionych.

Tomasso zakończył, rysując swoich rodziców wychodzących z domu. Jego matka była wyraźnie niezadowolona i przerwała znów, usiłując zmienić temat: „Tomasso zawsze mówi, że kiedy się budzi w nocy, swędzą go nogi i musi je potrzeć, by odczuć ulgę. Chce dostać się do naszego łóżka”.

Poprosiłem, by wyjaśniła: „To trwa od miesięcy: twierdzi, że małe żyjątka maszerują po jego nogach… kiedyś ujrzał stonogę na ścianie i odtąd mówi, iż czyje ją, pełznącą po jego nodze”.

Tomasso przerwał matce: „To nieprawda… to nieprawda… to nieprawda… Maszeruje po ścianie i wkrada się do łóżka?... Co wkrada się do łóżka? Ty z tatą… ja sam”.

Zapytałem matkę, czy mogłaby mi powiedzieć kilka słów o tym, jak syn śpi:

„Jest bardzo niespokojny, często pociera nogi dłońmi… wygląda jakby się rozgrzewał,a nie drapał… Nigdy nie widziałam go drapiącego się”.

W wywiadzie dotyczącym przeszłości chłopca nie ma niczego ciekawego, poza faktem, że nie chorował na żadną typową chorobę wieku dziecięcego i że był szczepiony na wszystko, na co tylko można go było dziecko zaszczepić, włączając kilka serii szczepień na grypę. To prewencyjne leczenie było, jak widać, skuteczne, ponieważ Tomasso cieszy się wyśmienitym zdrowiem- co mogłem zaobserwować i o czym powiedzieli mi rodzice. Nie był tylko zaszczepiony na żółtą febrę, ale dlatego, że nie było żadnych zachorowań w tym regionie Włoch.

Analiza

Z uwagi na ogólne objawy dziecka, pomyślałem o leku bliskim, jak je nazywam, „rodzinie węży”. Za głowę tej rodziny uważam słynne Lachesis muta, dziwny krotalid, który rozpoczął historię w homeopatii dzięki Heringowi. Uważam, że rola, jaką odgrywa Lachesis w tej grupie leków, jest istotna tylko z powodu liczby objawów przyporządkowanych mu w repertorium. Jestem pewien, iż tylko nieliczni homeopaci zaprzeczyliby, że trucizna tego węża jest przepisywana za często. Jestem przekonany, iż właśnie, dlatego ten lek posiada tak dużą liczbę określonych objawów w porównaniu z innymi interesującymi i przydatnymi lekami przygotowanymi z trucizn gadów.

Jednakże, studiując homeopatyczną literaturę, obserwując kliniczne przypadki z mojej  i moich kolegów praktyki lekarskiej, dowiedziałem się, że wiele z objawów opisywanych jako charakterystyczne dla Lachesis, jest typowych dla wszystkich węży w materia medica. Co więcej: inne leki, jak Zincum phospkoricum i Cimicifuga mają wiele wspólnego w obrazie objawów behawioralnych i klinicznych z tymi przypisywanymi wielkim grzechotnikom bez grzechotki.

W szczególności mam na myśli uczucie opuszczenia wraz z delikatnym odczuciem zazdrości. Tacy pacjenci zrobią wszystko, by być w centrum zainteresowania, często manifestując „specjalne” objawy wykraczające poza ogólnie przyjęte normy w danym otoczeniu czy rodzinie, przez to eksponując swą oryginalność. Taka patologia może być tak trudna do leczenia, jak jej efektywność w osiągnięciu celów.

Na klinicznym poziomie mamy do czynienia z uczuciem zimna, z często towarzyszącymi dolegliwościami gardła, ale bez równoczesnych komlikacji w postaci utraty sił witalnych, nawet u bardzo osłabionych pacjentów. Uderzające, że u tak zmarzniętych osób samopoczucie pozostaje nadal dobre.

Zaburzenia mowy opisywane w literaturze występowały tylko w fazie zaawansowanej dekompensacji pacjenta. Często są związane z zaburzeniami funkcji pola Broca (części mózgu odpowiedzialnej za mowę), i w moich doświadczeniach bardzo częste w tej grupie leków. Studiowanie klinicznych przypadków potwierdzi, że zaburzenia takie nie są rzadkością w stanach nadczynności lub niedoczynności u dzieci, które często używają ich do przyciągnięcia uwagi otoczenia.

Te wszystkie charakterystyczne cechy powracają w kontekście leków należących do rodziny węży. Jednakże najbardziej specyficzne dla Helodermy wydaje się pewien rodzaj uporu, przez który lak ów się wyraża. Pacjenci, których leczyłem z sukcesem tym środkiem, często byli opisywani przez swoje rodziny lub przyjaciół jako bardzo uparci, szczególnie gdy byli zaangażowani w konflikt lub we własne destrukcyjne poczynania. Są określani mianem ewidentnie leniwych, których nawet rozmowa męczy. Według mnie tacy ludzie bywają bardzo powściągliwi i ostrożni w zachowaniu, jak i w słowach, dając do zrozumienia, iż cały świat powinien kręcić się wokół nich i dostosowywać się do ich rytmu. Wydają się bierni, ale to upór jest ich jedynym sztandarem.

Ten aspekt nie jest typowy dla leków innych z tej rodziny. Inne gady osiągają cele używając różnorodnych strategii, z czego pierwszoplanowym i ulubionym jest wysoce efektywny czar osobisty, którym z łatwością mylą czujność ofiary.

Z drugiej strony, skłonności pokarmowe Helodermy są porównywalne z innymi lekami z tej rodziny. Używając starej terminologii homeopatycznej, możemy zdefiniować Helodermę, jako „typ karboniczny”, tak jak zwierzę, od którego lek pochodzi.

W przypadku Tomassa warto podkreślić z jak dużą liczbą objawów mało znanego leku Heloderma mamy do czynienia. Warto zwrócić też uwagę, że inne liczne objawy, jak na przykład „indolencja” i „mowa, wolne uczenie się” są wspólne z Lachesis, którego trucizna ma wiele wspólnego z używaną przez Helodermę.

Moja analiza opisanego tu przypadku jest oparta na założeniach będących motywem przewodnim w sposobie, w jaki studiuję leki. Z tego powodu też w sposobie przepisywania przeze mnie leków.

Po pierwsze istnieje prawo podobieństw. Oczywiście, znajdujemy je we wszystkich homeopatycznych modelach postępowania, ale uważam, że ten koncept można stosować na różnych poziomach analogii. Nie wierzę, iż istnieje tylko jedno możliwe „podobieństwo”, sądzę, że jest to raczej grupa leków zdolnych do stymulacji optymalnej homeostazy organizmu pacjenta. Jeśli zdolność reakcji pacjenta nie jest zbyt ograniczona, lek, który nie ma głębokiej analogii, będzie skutkował. Typowym przykładem będzie działanie klasycznego polikrestu, jakim jest Belladonna, przepisywanego na podstawie ogólnych objawów, w wielu przypadkach gorączki. Ale jeśli mechanizmem adaptacyjnym pacjenta jest gorączka lub zdolność rekacji będzie ograniczona, nie wystarczy podanie leku z obrazem opartym na powierzchownych objawach. W takich przypadkach możliwe są różne sposoby postępowania, każdy z innym rodzajem interpretacji, należącym do różnych szkół sposobów myślenia.

Moje własne podejście do problemu oparte jest na modelu, który bierze pod uwagę następujące aspekty każdego leku:

  • Znaną homeopatyczną symptomatologię opartą na badaniach i doświadczeniu klinicznym;
  • Objawy zatrucia. Tam, gdzie jest to możliwe, uzyskanie informacji z doświadczeń farmakologicznych i medycznego stosowania danej substancji;
  • Wiedzę o tradycyjnym używaniu danej substancji;
  • Aspekty symboliczne i/ lub mitologiczne danej substancji;
  • Szczegółową charakterystykę danej substancji w stanie naturalnym, co definiuje nam związki z otoczeniem, w którym ona się znajduje lub żyje.

Oczywiście, nie zawsze można uzyskać te wszystkie informacje o każdej, używanej w homeopatii substancji, ale są one mimo wszystko niezwykle istotne dla mojej metody.

Następna rzecz, którą uważam za niezbędną, to nauka homeopatycznych objawów poprzez łączenie je w jakąś koncepcję. Są to „tematy przewodnie” opisujące pewien rodzaj dynamicznej sytuacji, i które wykraczają poza książkowe opisy, pełne list indywidualnych objawów.

Tak, jak ważne jest, by znaleźć związek między różnymi objawami, należącymi do danej substancji, tak samo istotne jest znalezienie związku pomiędzy różnymi sposobami badania i zdobywania wiedzy o danej substancji. Inaczej mówiąc, zależność pomiędzy pacjentem a lekiem jest zaznaczana w szerszym kontekście, (który ktoś mógłby nazwać meta grupą), bez założenia, że pojedyncza metoda badania jest wystarczająca. Ani studia naukowa, ani najlepsze homeopatyczne doświadczenia nie mogą uzurpować sobie prawa do całościowego spojrzenia na obraz substancji, z której wytwarzany jest lek.

W przypadku Tomassa mamy do czynienia z mało znanym lekiem rzadko używanym w homeopatii, który jednak jest interesujący w świetle opisanego powyżej modelu postępowania. W repetytorium znajdziemy takie objawy, jak:

ZIMNO: LODOWATE

ZIMNO: Z ZEWNĄTRZ, ZE ŚRODKA

ZIMNO: WOKÓŁ CIAŁA

Ciepło: żywotność, jej utrata

Początek odczuwania zimna: stopy

Dreszcze.

Lodowate zimno: ciała.

Zapominanie: słów, podczas mówienia.

Niedorozwój umysłowy

Obojętność

Lenistwo, niechęć do pracy: rano

Lenistwo, niechęć do pracy: praca

Pamięć: słaba: do słów.

Błędy, robić: w wymowie, w rozmowie, pomijanie słów

Błędy, robić: w pisaniu

Mrowienie: dolne kończyny

MROWIENIE: DOLNE KOŃCZYNY, W ŁÓŻKU, W NOCY.

Zimno: uczucie, język. Paraliżuje

Paraliżuje: język.

Autor: Massimo Mangialavori A case of Heloderma suspectum. “The Homeopath” 2001, nr 80. Przekład: Maciej Jędrzejczyk.

 

1

2

3

4

 

comments
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum