Trochę inaczej o naszej znajomości homeopatii

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Autor: Henryk Sułkowski

            Już za życia Hahnemanna zaznaczyły się wśród zwolenników „nowej szkoły” różnice w interpretacji jej nauk jak również w praktycznych działaniach. Utrwalały się one w ciągu następnych 200 lat i zachowały po dzień dzisiejszy. Najogólniej- różnice te powodują podział na homeopatów „klasycznych” i… pozostałych. Niestety podział ten jest realny, a miewa nawet charakter kastowy, antagonizujący. Określenie „homeopata klasyczny” uważane jest  w pewnych kręgach za nobilitujący wyróżnik, który często pełni również ważną funkcję  w zakresie public relations.

            Wiedzy homeopatycznej nie da się zmonopolizować. Żaden homeopata, również „klasyczny”, nie może negować prawa innych do szukania inspiracji w myśli Hahnemannowskiej, nawet, jeżeli uważa, że nie dzieje się to zgodnie z intencją Hahnemanna. Może oczywiście zamknąć się ze swoją koncepcją homeopatii w wieży z kości słoniowej.

            Historia homeopatii stanowi pasmo tarć „klasyków” i nonkonformistów, co nawet jest korzystne, bo umożliwia pełniejsze korzystanie z bogactwa nauk Hahnemanna i przyczynia się do rozwoju medycyny. Byłoby dobrze, gdyby różne zantagonizowane grupy to zrozumiały. Doprawy, spór o to, komu przysługuje miano homeopaty, a komu nie, Ne jest tu najważniejszy. Bo czy zagorzali, najwierniejsi zwolennicy homeopatii klasycznej zawsze wiedzą dobrze, czego bronią? Czy ich znajomość homeopatii jest wystarczająco gruntowna  i wszechstronna?

Nieznajomość źródeł

            Hahnemann nauczał, że studiowanie Organonu ma dla właściwego rozumienia homeopatii, jej poprawnego i skutecznego stosowania, podstawowe znaczenie. Mimo to  A. Lippe, jeden z najbardziej skutecznych, (dlaczego akurat „skuteczny”, bo dobrze leczył? To chyba teraz nie ma znaczenia) homeopatów, wyznał szczerze w 1833r.: „Mija właśnie 30 lat od czasu, gdy pierwszy raz czytałem Organon. Jednak dopiero teraz zaczynam go rozumieć”. Nb. Lippe uznawany jest za jednego z nielicznych, którzy gruntownie poznali i zrozumieli homeopatię, a także praktykowali ją ściśle wg wskazań Hahnemanna. Uważany jest też za prekursora homeopatii klinicznej.

            Z końcem XIX. wieku działało w Ameryce około 6000 homeopatów, w tym 4800 absolwentów szkół homeopatycznych. Wśród nich zdołano sprzedać zaledwie 600 egzemplarzy dostępnego wówczas angielskiego tłumaczenia Organonu! Wielu następców Hahnemanna w ogóle nie wiedziało o istnieniu tego podstawowego dzieła. E. B. Nash wspominał, że studiując homeopatię w latach 60. XIX wieku w Western College of Homeopathic Medicine w Cleveland nie tylko nie czytał Organonu, ale nawet nie wiedział o jego istnieniu. Czy należało więc oczekiwać, by homeopaci rozumieli dobrze i stosowali homeopatię, jeżeli podstawą ich studiów nie był Organon? Przyczyna tego dziwnego stanu rzeczy leżała, to oczywiste, w niewłaściwych koncepcjach nauczania homeopatii. Czy nauczanie zmieniło się od tamtych czasów?

            Współczesny homeopata niemiecki S. Reis, obserwując odchodzenie homeopatii od własnej bazy, ostrożnie szacuje, że najwyżej 5% praktykujących obecnie homeopatów (lekarzy i nielekarzy) stosuje się ściśle do wskazówek Hahnemanna! Pozostali, jego zdaniem, leczą według mieszaniny bardzo różnych, często niezgodnych ze sobą zasad. [1] Homeopaci klasyczni powinni nadto wiedzieć, że przez około 1/3 czasu istnienia medycyny Hahnemannowskiej wszyscy ich poprzednicy działali nieświadomi pewnych ważnych zasad, zalecanych i opisanych w ostatnim VI wydaniu Organonu, gdyż ukazało się dopiero 78 lat po śmierci Mistrza! Wiadomo, że pewne treści owego wydania, gdy stały się jawne, przyjęte zostały przez homeopatów w Europie z niedowierzaniem. Jeszcze 20 lat później ogromne zdziwienie i niedowierzanie wśród „klasyków” wywołał R. Flury z Berna stwierdzeniem, że Hahnemann polecał z dużym przekonaniem stosowanie potencji LM!

            Główne ale i jedyne instrumentarium większości współczesnych homeopatów stanowią materia medica, repertoria oraz odpowiedni zasób własnego doświadczenia. W tym wyposażeniu nie ma Organonu. Dodać jednak należy, że wydania polskojęzyczne tego dzieła są łatwo dostępne dopiero od niedawna.

            Przyznać jednak trzeba, nie ujmując znaczenia Organonowi jaki biblii homeopatii, że jego studiowanie, nie tylko w oryginalnej niemieckojęzycznej wersji, jest czynnością bardzo trudną i wymagającą, poza cierpliwością, minimum przygotowania naukowego (archaizmy, bardzo długie, zawiłe zdania, itp.). z pewnością nie jest to łatwa lektura, a tym bardziej taka, którą można polecać nowicjuszom jako elementarz „nowej sztuki leczenia”!

            Problem nie dotyczy zresztą tylko studiowania homeopatii w ogóle. Wielu bardzo wartościowym dziełom piśmiennictwa homeopatycznego grozi zapomnienie, ponieważ niewiele z nich przetrwało, a homeopatom brakuje szczerego zainteresowania dla wznowienia edycji. Przykładem może być m.in. wydane w 1866 r. znakomite dzieło E. Grauvogla Lehrbuch der Homöopathie. Sam Hering uznał tego autora za wybitnego myśliciela, a zmarły niedawno historyk homeopatii J. Winston przyznał, że „zgadzając się z opinią Heringa należy żałować, że dzieło to, z powodu braku wznowień, jest właściwie nieznane”. [2]

            Niewątpliwie ma rację A. Saine, gdy twierdzi, że „[…] w rzeczywistości niewielu homeopatów może powiedzieć, iż czytało podstawowe dzieła Hahnemanna i jego wyróżniających się uczniów, w szczególności Bönninghausena, Lippego, Dunhama, Heringa  i Wellsa”. [3] Wielokrotnie wykazywano, że wiedza fachowa homeopatów jest wybiórcza, niepełna, a często bardzo powierzchowna. Oczywiście składa się na nią znajomość tzw. podstaw teoretycznych homeopatii, jednak nie zawsze jest ona gruntowna. Równocześnie  w umysłach homeopatów zakorzeniła się rygorystyczna zasada, że Organon i pisma Hahnemanna stanowią jedyną i niezmienną wykładnię zasad homeopatii. Te fundamentalistyczne przesłanki kształtują u części homeopatów podstawy konformistyczne.

Potrzeba porządkowania

            Hahnemann podjął zdecydowaną, bezwzględną walkę ze „starą szkołą”, a jego główna zasługa to wprowadzenie w miejsca jej podważanych pryncypiów własnych treści „nowej medycyny”. Zamierzenie gigantyczne, któremu nie mógł w pełni sprostać nawet taki tytan pracy, jakim był sam twórca homeopatii! Trzeba to mieć na uwadze, studiując po dwustu latach jego spuściznę naukową i znajdując w niej różne ułomności.

            Konsekwentne budowanie przez Hahnemanna homeopatii na gruncie empiryzmu praktycznego nobilitowało ją, nadało cechy systemu naukowego. Empiryzm dotyczył jednak przede wszystkim metodyki działania, podczas gdy teoria nowej medycyny pozostała dostępna dla różnych interpretacji, niekoniecznie naukowych, a nieraz metafizycznych.

            Francuski homeopata Ch. Boiron zauważa: „Wśród homeopatów egzaltacja prowadzi nieraz do zastępowania racjonalnych wyjaśnień mistycznymi […]”, że łatwo wiedzie do „objawień” natury duchowej lub ezoteryzmu. [4]

            Homeopatia nie jest litym, uporządkowanym systemem wiedzy. Nie pozostawił jej takim jej twórca i nie udało się tego zmienić jego następcom.

            Oto prosty przykład. Pytanie o główne cechy charakteryzujące homeopatię uznawane jest przez chyba wszystkich homeopatów za naiwnie proste. Niemal automatycznie nasuwa się odpowiedź: simile, remedium unum, dosis minima…, i to bez studiowania Organonu!

            Hahnemann nie widział potrzeby zbiorczej prezentacji lub zhierarchizowania wszystkich ważnych cech, tak jak to obecnie próbuje się robić. Opis cech specyficznych homeopatii wyłania się z różnych części jego bogatego piśmiennictwa. Więc przede wszystkim- zasada simile, niewątpliwie fundamentalna. Po niej… właśnie, co po niej? Zrozumiałe, że z uszeregowaniem mogą być kłopoty, lecz nie ono jest najważniejsze. Ale dlaczego samo wyliczenie cech, a nawet określenie ich liczby stwarza trudności? Że tak jest, łatwo przekonać się, czytając pisma różnych homeopatów. Najczęściej wyliczają oni cztery cechy charakterystyczne, ale bywa też, że jedni tylko dwie, a inni nawet pięć. A. Saine, znany homeopata kanadyjski, wylicza ich aż dziesięć!

            Wyboru dokonuje się zwykle spośród zasad: simile- dawek minimalnych, remedium unum, prób lekowych i potencjonowania leku. W zestawieniach wszystkich autorów, zaś najczęściej jest pomijana zasada potencjonowania leku i zasada prób lekowych. Zresztą samo nazywanie tych cech stwarza autorom trudności. Na przykład M. Bhatia nazwy „prawo” używa jedynie, gdy pisze o simile, remedium unum i dosis minima, zaś dla prób lekowych              i dynamizacji rezerwuje nazwę „zasada”, „pogląd”, „koncepcja”.

            Dlaczego się tak dzieje? Po prostu ciężar gatunkowy każdej cechy jest inny i oceniany bywa inaczej. Hahnemann uznawał za konieczne eksponować przede wszystkim te, które są antynomią cech uznawanych przez niego za sztandarowe dla „starej szkoły”. Propagowanie nowej nauki musiało odbywać się przez ostrą krytykę podstawowych zasad medycyny oficjalnej, a za takie Hahnemann uważał zasadę przeciwieństw, równoczesnego stosowania kilku leków i zasadę stosowania dużych dawek leków. W taki sposób doszło do wysublimowania, a następnie wyraźnego wyeksponowania takich cech homeopatii jak simile, remedium unum i dosis minima. Inne cechy zeszły na drugi plan, chociaż nie przestały być ważne.

            Homeopatia, mimo że od początku wyróżniała się wieloma innymi ważnymi i specyficznymi cechami, wcale nadmiernie ich nie eksponowała. Jest przecież systemem empirycznym, a stosowana przez nią metoda indukcyjna wyraźnie kontrastowała z panującym wówczas w medycynie systemem wierzeń i „prawd” objawianych przez autorytety i utrwalanych przez tradycję. Znaczenie metody empirycznej dla homeopatii było przez jej twórcę dobrze rozumiane i doceniane. Znalazło też wyraz w jego pismach. Hering wyraził to dobitnie: „Gdyby nasza szkoła kiedykolwiek odstąpiła od ściśle indukcyjnej metody stosowanej przez Hahnemanna, bylibyśmy unicestwieni i stalibyśmy się jedynie karykaturalnym epizodem w historii medycyny”.

            Mimo tak dużego znaczenia empirycznej metody poznania, nie jest ona zwykle eksponowana, choćby na równi z zasadą simile, jako jedna z głównych cech homeopatii. Szkoda, gdyż zbyt często przeciwnicy stawiają homeopatii zarzut, że jej teoria to stek zmyśleń upstrzonych fantazyjnymi hipotezami!

Tak zwane szkoły homeopatii

            Wcześnie w historii homeopatii pojawiły się tzw. „szkoły”, „nurty” czy „kierunki”. Czym w istocie rzeczy jest „szkoła homeopatii”? jest to określony, tradycją utrwalony sposób pojmowania i nauczania zasad („filozofii”) homeopatii lub metod leczenia, wyrażony i ukierunkowany własnym specyficznym zespołem poglądów (doktryną). Ów „sposób” jest reprezentowany przez jakąś wybitną osobę i skupioną wokół niej grupę osób. Dlatego zwykle do nazwy tej dołączane jest nazwisko twórcy szkoły, np. Kent, Dorcsi, Herscu, Murphy, Sankaran, Sherr, Scholten, Vithoulkas albo określenie jej geograficznej kolebki, np. szkoła Ameryki Łacińskiej (Eizayaga, Masi, Ortega, Paschero), lub nazwa w rodzaju „Dynamis School” (Sherr i in.).

            Czym różnią się od siebie owe szkoły i, co bardziej istotne, czy cechy różniące je mieszczą się w sztywnych ramach homeopatii klasycznej i nie powodują, że któraś szkoła nie reprezentuje już homeopatii? Jak jest z wiernością nakazowi Hahnemanna „naśladujcie mnie, lecz naśladujcie wiernie”? jest prawdą, że to, czego nauczają i co praktykują poszczególne szkoły pod nazwą „homeopatia”, często bardzo się różni. Poszczególne szkoły w różnym stopnii oddalają się od definicji i pojęć, przedstawionych w Organonie. „Jedną ich wspólną cechą zdaje się być to, że wszystkie nazywają leki przez siebie stosowane homeopatycznymi!” [5]

            Prawie wszyscy twórcy i reprezentanci tych szkół uważają siebie za najprawdziwszych „klasyków”. Szkołę latynoamerykańską charakteryzuje się jako opartą na klasycznej homeopatii i „kładącą szczególny nacisk na psychologiczne i duchowe aspekty diagnozowania i leczenia”. Ale opis taki nie wyraża żadnych specyficznych cech tej szkoły i w ogóle niczego nie wyjaśnia! Psychologiczne i duchowe aspekty są, a w każdym razie powinny być, integralną częścią każdego diagnozowania i leczenia w homeopatii (patrz §§ 208, 224 i In. Organonu). Jak mierzyć ich natężenie?

            Bardziej wyrazisty jest przykład szkoły Kenta, którą jej twórca skaził mistycyzmem Swedenborga, równocześnie negując znaczenie doświadczenia jako źródła wiedzy, co w przypadku homeopatii uznać trzeba za jawną apostazję (Kent głosił też pogląd, że psora jest wynikiem upadku Adama w raju i dziełem Lucyfera)! Zdumiewające, że mimo to Kent nie jest zaliczany do „odszczepieńców”, a przeciwnie, uważa się, że przyczynił się do wielkości homeopatii w równym stopniu co jej twórca! Prawdopodobnie decydował o tym stworzony przez niego przy olbrzymim nakładzie pracy imponujący system repertoryzacji (The Great Repertory), obrazów typów konstytucyjnych chorych (Homeopathic Drug Pictures), a może też nabożny szacunek dla jego dzieła Lectures on Homeopathic Philosophy. Decydujące znaczenie w umocnieniu szkoły Kenta miało, zdaniem niektórych historyków homeopatii, jej przeczepienie do Europy w początkach XX wieku przez P. Schmidta i bardzo aktywna działalność promocyjna, w której uczestniczyli Künzli, Flury, Voegeli, Eichelberger i In.

            Ciekaw, jak sam Hahnemann oceniłby szkołę Kenta? Niestety nie byli sobie współcześni- Kent urodził się 6 lat po śmierci Hahnemanna.

            Istnieją też szkoły, które od początku i niemal a priori były uznawane za „heretyckie” w stosunku do klasycznej homeopatii. Ich twórcami byli Schüssler, Enderlein, Clarke, Burnett, Cooper, Skinner, Steiner, a w końcu również Reckeweg. Ale nie wolno zapominać, że niektóre z tych osób wyróżniały się ogromną wiedzą medyczną i ogólną, dużym doświadczeniem homeopatycznym oraz umiejętnością koncepcyjnego myślenia, a dzieło ich życia (np. izopatia, medycyna antropozoficzna, homotoksykologia) już stało się trwałym wkładem do skarbnicy wiedzy ogólnomedycznej. Niesprawiedliwie byłoby więc, gdybyśmy nie wspomnieli tu ich dużych zasług dla rozwoju o popularyzacji samej homeopatii.

            Wszystko to może świadczyć jedynie o braku obiektywnych, jednolitych kryteriów  w ocenie, co w homeopatii jest „klasyczne”, ważniejsze, co w tym systemie leczniczym uznać trzeba za wartościowe i pożyteczne. Świadczy też o istniejących wśród homeopatów skłonnościach konserwatywnych. Na marginesie warto przypomnieć, że „homeopatia klasyczna” to pojęcie stosunkowo nowe, bo pojawiło się dopiero w latach 50. ubiegłego wieku. Zrodziła je potrzeba chwili. Istniała już ogromna liczba różnych „szkół” oraz odmian homeopatii i zdawało się, że trzeba wyróżnić spośród nich te, które są najbardziej zgodne  z duchem Hahnemanna, są czyste, nieskażone. Zadanie ambitne, lecz od początku niewykonalne. Potwierdzeniem tego jest fakt, że od tamtego czasu doszło do kolejnego zatarcia różnic między nowopowstałymi kierunkami, a pretendentów do miana „klasyków” homeopatii przybyło.

            W owej zagmatwanej sytuacji zrodziła się nawet propozycja, by zignorować istniejące kierunki „klasyczne” i wyodrębnić „homeopatię pierwotną, źródłową” (Genuine Homeopathie, Will Klunker) jako tę najprawdziwszą, Hahnemannowską. Układem odniesienia dla tego nurtu mieliby być tacy klasycy jak Bönninghausen, Jahr, Stapf, Aegidi, Hering, Lippe i in. [6]

            Interesujący jest też pogląd, wg którego to, co w homeopatii uznawane jest za ważne, a nawet kreowane jako obowiązujący „kierunek” (oczywiście z etykietą homeopatii klasycznej!) jest wynikiem silnego oddziaływania czołowych jednostek, liderów. Jednostkami takimi są wpływowi redaktorzy i wydawcy znanych pism homeopatycznych, kierownicy zespołów szkoleniowych, osoby uznawane i honorowane ze względu na posiadaną wiedzę, inteligencję, siłę medialnego oddziaływania itp. (D. Ullman, G. Vithoulkas, J. Scholten, T. P. Paschero, F. Eizayaga, A. Timmerman, J. Sherr).

Homeopatia kliniczna

            Szczególną pozycję wśród różnych odmian homeopatii zajmuje homeopatia kliniczna. Jej nazwa pojawia się od pewnego czasu dość często, staje się nawet modna, mimo że nie została dotychczas jednoznacznie zdefiniowana.

            Narzucająca się z tytułu sugestia, że chodzi po prostu o homeopatię stosowaną  w warunkach szpitalnych, klinicznych jest myląca. Podobnie mylne jest przypuszczenie, że homeopatia kliniczna to homeopatia stosująca zespoły leków, tzw. kompleksy. Tak próbuje się nieraz charakteryzować homotoksykologię, zresztą również błędnie. Warto przypomnieć, że renomowane szpitale homeopatyczne (np. w Glasgow, Bristolu) stosują niemal wyłącznie proste leki homeopatyczne.

            Uzasadnienie nazwy homeopatia kliniczna należy widzieć w tym, że podstawą doboru leku homeopatycznego ma być rozpoznanie kliniczne. Lek homeopatyczny zostaje dobrany przez indywidualizowanie cech obrazów leków stosownie do zasadnych objawów  i modalności. Pod uwagę bierze się możliwie dużo charakterystyk chorego rozumianych homeopatycznie (w tym również obciążenia skazowe). W konsekwencji leczenie staje się wielokierunkowe i może (nie musi!) posługiwać się kilkoma lekami, kompleksami, chociaż nie jest to jego cecha specyficzna.

            Oczywiście, gdyby do homeopatii klinicznej stosować ostre kryteria definicyjne, sformułowane jeszcze przez Hahnemanna, a stosowane chętnie przez homeopatów klasycznych, należałoby uznać, że nie jest ona w ogóle homeopatią!

            Nowo powstała homeopatia kliniczna z trudem określa swoją tożsamość. Na przykład- czy wiadomo na pewno, jaki jest jej stosunek do tzw. homeopatii klasycznej, a jaki do homotoksykologii, która programowo chce być łącznikiem między homeopatią a medycyną kliniczną? Wg założeń programowych CEDH „[…] nauczanie [homeopatii klinicznej- H. S.], niezależnie od tego, czy dotyczy ogólnych zasad homeopatii, monografii, materia medica lub terapii, unika wszelkiego podejścia encyklopedycznego lub systemowego”. [7] To obiecująca zapowiedź. Jeżeli homeopatia kliniczna chce być otwarta na różne formy leczenia homeopatycznego, również te spoza obrębu homeopatii klasycznej, musi to wyraźnie deklarować i okazywać. Zyska w ten sposób niepowtarzalną szansę stania się de facto metodą leczenia, która wykorzysta wszystkie pozytywne osiągnięcia różnych odmian homeopatii, niezależnie od ich rodowodu.

            Dzięki powstaniu Międzynarodowej Fundacji Homeopatii Klinicznej (IFCH) oraz jej filii Centrum Nauczania i Rozwoju Homeopatii (CEDH) homeopatii klinicznej naucza się już w ponad dwudziestu krajach; co roku kształci się w niej około 3000 lekarzy. Uwzględnia się przy tym zarówno dorobek nauk medycznych- dyscyplinę intelektualną i prymat wiedzy klinicznej, jak i eksperymentalne źródła homeopatii- drobiazgową obserwację chorób i pacjentów. [7] Zadaniem homeopatii klinicznej, powinno być również uporządkowanie pozytywnego dorobku różnych odmian homeopatii, w tym homeopatii klasycznej, w sferze teorii, pojęć i terminów oraz wytyczenie głównych kierunków dalszych badań. Tego rodzaju próby podejmowane były i są z różnym skutkiem przez pojedynczych homeopatów lub zespoły. Na wyróżnienie zasługuje konstruktywna działalność francuskich homeopatów na rzecz zbliżenia homeopatii do medycyny klinicznej.

Bez dogmatów

            Niełatwo odpowiedzieć na pytanie, kto obecnie ma prawo nazywać siebie homeopatą klasycznym. Zapewne są homeopaci, którzy uważają siebie za klasycznych tylko, dlatego, że stosują zawsze pojedyncze leki, albo że stosują leki w minimalnych dawkach. Inni mogą uważać siebie za klasycznych, dlatego, że w leczeniu interesują się wyłącznie dynamiką choroby, całkowicie ignorując jej obraz patologii.

A może przeciwnie: przeprowadzenie „szybkiego” wywiadu z chorym albo sporadyczne wspomaganie leczenia homeopatycznego alopatycznym, nie pozwala na to, by homeopata nazywał siebie klasycznym?

            Zaś w sferze teorii homeopatii- czy każde uświadomienie sobie tego, że Organon jest dziełem genialnego, ale omylnego człowieka, że niektóre myśli w nim zawarte straciły swoje znaczenie, a może nawet już wtedy, gdy były formułowane, nie były odkrywcze- wyklucza każdego zwolennika homeopatii z grona homeopatów klasycznych? Przypomnijmy sobie tu, jak gwałtownie i bezwzględnie potrafił Hahnemann rozprawiać się polemicznie nie tylko                  z przeciwnikami swojej „nowej medycyny”, ale też z jej zwolennikami, gdy inaczej ją rozumieli lub ujawniali jakieś zastrzeżenia czy wątpliwości.

            Jako homeopaci często z zażenowaniem przyznajemy się do tego, że „nie wiemy” („jeszcze” nie wiemy!), a nieraz próbujemy usilnie do różnych twierdzeń homeopatii dostosowywać argumenty naukowe, nie zawsze właściwie i przekonywująco. Z drugiej strony nie przejmując się nadmiernie tym, że nie znamy mechanizmów działania leków homeopatycznych, stosujemy je i to z dużym pożytkiem dla chorych. Po tym względem nie różnimy się zresztą nadmiernie od lekarzy alopatów.

            Fakty skutecznego leczenia, jeżeli niezrozumiałe, powinny inspirować do badań i do szukania wyjaśnień. Lecz przeciwnicy homeopatii nie rozumiejąc ich, nie są ciekawi wyjaśnień, które wykraczają poza ramy ich tradycyjnych paradygmatów i wolą je po prostu ignorować.

            Problemem pozostaje, na ile każde „rozwijanie” homeopatii było lub jest w zgodzie z zasadami teorii Hahnemanna, a nie jest „odstępstwem i zdradą”, oraz kto to ma rozstrzygać. Za życia Hahnemanna mógł to czynić on sam, co nie zawsze przychodziło mu łatwo, chociaż wówczas jako twórca systemu był jedynym, największym autorytetem i arbitrem. Powstawały zręby filozofii nowego systemu leczniczego, a ogromna ich część wymagała dopiero zdefiniowania i interpretacji. „Nie trzeba myśleć, że jestem skłonny odrzucać wszelkie dobre pomysły tylko z prostego uprzedzenia lub z obawy, że mogą spowodować jakieś zmiany  w moich doktrynach. Ja tylko pragnę prawdy […]”, pisał Hahnemann w liście do Aegidiego.

            Hahnemann, deklarując otwarcie swojej „nowej medycyny” na konstruktywne zmiany i wzbogacenia, zarazem czujnie pilnował tego, by nie doszło przy tym do odstępstw, które mogłyby zniszczyć nową ideę w zarodku, wobec realnych zagrożeń ze strony przedstawicieli „starej medycyny”. Taka postawa udzielała się jego uczniom i pierwszym homeopatom. Bardzo też szybko przekształciła się w nurt ortodoksyjny, zwany teraz również klasyczny,. Warto jednak uświadomić sobie, że wszystko, co uznawane jest obecnie za zręby klasycznej teorii homeopatii, wcale nie zostało in extenso sformułowane przez samego Hahnemanna. Świadomość tego powinna ostudzić nieco przekonanie „klasyków”, że korzystają wyłącznie z dorobku intelektualnego Mistrza. 

Przyszłość

            Tendencja do zachowania pierwotnych treści nauk Hahnemanna, wyrażana przez tzw. nurt homeopatii klasycznej, jest- to oczywiste- uzasadniona i zasługuje na podtrzymywanie ze względów praktycznych, historycznych i jako układ odniesienia dla różnych odmian homeopatii. Nie sposób jednak uznać, że homeopatia klasyczna w swojej obecnej postaci jest oryginalnym, nieskażonym dziełem samego Hahnemanna, podobnie jak nie można zaprzeczyć, że różne odmiany homeopatii wyrosłe z jej głównego pnia, lecz nie legitymizowane przez homeopatów klasycznych, równie dobrze służą medycynie.

            Należy bronić podstawowych zasad homeopatii, bo zostały one zweryfikowane dwustuletnim doświadczeniem, decydują o tożsamości tego systemu leczenia, a nadto stały się trwałym dorobkiem medycyny. [8] W obronie tej jednak należy posługiwać się wyłącznie metodyką naukową: „[…] w homeopatii do niedawna prowadzono niewiele badań. Dotyczy to zarówno badań laboratoryjnych, jak i klinicznych. Lekarze homeopaci byli powiem zajęci pomaganiem chorym i nie interesowali się podstawami naukowymi homeopatii”. [9]

            Nie ma uzasadnienia, wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi, uparta obrona każdej myśli, każdej litery zawartej w Organonie i pismach Hahnemanna, „dla zasady” i niejako  w obawie, że odstępstwo od niej oznacza „zdradę” homeopatii i zapowiedź jej klęski! Gdy głoszone są nowe koncepcje z powoływaniem się na ich Hahnemannowski rodowód, jest to tylko wtedy uzasadnione, jeżeli idzie w parze ze wskazówkami metodycznymi kompatybilnymi z naukami Hahnemanna (S. Reis). [1]

            Na koniec tych rozważań nie sposób pominąć pewnego wydarzenia, które może wywrzeć duży wpływ na tworzenie się odnowionego obrazu homeopatii.

            W 2002 r. grupa niemieckich homeopatów wydawców (wydawnictwo autorskie Grundlagen + Praxis) zainicjowała i podjęła się trudu monitorowania i podsumowania poważnej, międzynarodowej dyskusji na temat obecnego stanu i perspektyw homeopatii. Uzyskała wypowiedzi więcej niż 100 autorytetów, związków homeopatów itp. Inicjatorzy debaty nadal nie uważają jej za zamkniętą. Deklarują: „Obce nam jest myślenie dogmatyczne. Opinie, które nie są zgodne z Organonem nie mogą tylko, dlatego być uznawane za błędne” [10].

Piśmiennictwo

  1. S.: „Homöopathie nach Hahnemann? Der §211 und die Gemütssymptome. http://www.dyanmis-schule.de/.
  2. Sułkowski H.: Eduard von Grayvogl- niedoceniona wielkość Homeopatia Polska 2005, 57.
  3. Saaine A. pure Homeopathy- Our Legacy from the Great Masters of the Past. http://www.homeopathy.ca/articles/pure-homeopathy.html.
  4. Boiron Ch., Remy J.: Historia badań w homeopatii [w:] Badania w homeopatii, red. Ph. Belon, Wyd. Lekarskie PZWL, Warszawa 2000, s. 111.
  5. Habich K., Kösters C., Rohwer J.: An international discussion about modern trends, diversity of methods and genuine homeopathy. http://www.grundlagen-praxis.de
  6. Reis S.: Genuine Homöopathie [w:] Homöopathie an der Dynamis- Schule . http://www.dynamis-schule.de
  7. Nauczanie homeopatii klinicznej. Zasady pedagogiczne (CEDH). http://www.cedh.org/pol/index.php.
  8. Sułkowski H.: Dlaczego homeopatia jest komplementarną metoda leczenia? Uwagi o tym, co homeopatia wnosi do medycyny. Homeopatia Kliniczna 2005, 17/1/, 16-21.
  9. Stańczak A.: Homeopatia a badania naukowe. Portal Homeopatii Klasycznej, http://www.homeopatia.edu.pl.
  10. Sułkowski H.: O pewnej ważnej międzynarodowej dyskusji dotyczącej homeopatii. Homeopatia Polska 2006, 61.

AUTOR: Henryk Sułkowski- doktor medycyny, internista, homeopata, Łódź.

comments
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum