Lockdown i jego negatywne skutki dla zdrowia jednostki i społeczeństwa.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kilka miesięcy temu, gdy na całym świecie w ciągu kilku dni wprowadzono tak zwany lockdown (angielskie słowo tłumaczone jako: zamknięcie, izolacja, kwarantanna) nikt pewnie nie przypuszczał, jakie konsekwencje przyjdzie nam za to ponieść. Wydawało się to dość rozsądnym wyjściem w sytuacji zagrożenia nieznaną i szybko rozprzestrzeniającą się chorobą. Stało się wydarzeniem bez precedensu – cały świat zamarł i stanął w miejscu. Ludzie zostali zamknięci w domach i ograniczeni licznymi restrykcjami. W ciągu zaledwie kilku dni mnóstwo negatywnych uczuć: strach, niepokój, zagrożenie, niepewność, poczucie izolacji, lęk przed chorobą, lęk przed ludźmi – osiągnęły skalę pandemiczną. Od tych dramatycznych chwil minęło już trochę czasu, życie pokazało jak wygląda świat w trakcie pandemii. Nie sposób nie dostrzec, że wybrane rozwiązanie bynajmniej nie okazało się skuteczne, a skutki lockdownu nie wpłynęły pozytywnie nie tylko na nasze zdrowie i odporność, ale również na ekonomię i status społeczny.

Podziały społeczne

Trudno nie zauważyć, że ludzie podzielili się aktualnie na dwie grupy. Jedna przestrzega restrykcji antypandemicznych (noszenie maseczek, przestrzeganie dystansu społecznego i względne zachowywanie izolacji) z powodu rzeczywistego strachu przed zachorowaniem, podczas gdy druga grupa dostosowuje się do tych ograniczeń ze względów finansowych, czyli po prostu, aby nie zapłacić mandatu. W pierwszej grupie rozwija się coraz silniejszy lęk i niepokój, u pozostałych narasta frustracja i rozdrażnienie spowodowane ograniczeniami.

Oba odczucia są zdecydowane negatywne i wpływają niekorzystnie na odporność, zaburzając całą równowagę organizmu. Zwiększają zatem możliwość zachorowania nie tylko na Covid-19, lecz na wszystkie inne potencjalne infekcje. Pamiętajmy, że w szybko nadchodzącym okresie jesienno-zimowym jesteśmy, jak zwykle, zagrożeni rozmaitymi chorobami o podłożu wirusowym i bakteryjnym. Grozi nam „normalna”, sezonowa grypa, infekcje rotawirusowe, standardowe przeziębienia, anginy, stany zapalne dróg oddechowych itd.

Warto wspomnieć jeszcze o trzeciej grupie osób, które przestrzegają w miarę możliwości zaleceń odgórnych i noszą maseczki tam, gdzie jest to niezbędne, lecz czynią tak z powodów wypływających z czystej empatii. Nie chcą mianowicie, aby osoby w ich otoczeniu poczuły się niekomfortowo lub zagrożone obecnością kogoś bez maseczki, czyli potencjalnego „roznosiciela zarazków”. Ta grupa akurat jest najmniej narażona na choroby, ponieważ u źródła ich zachowania nie leży negatywne odczucie. Najczęściej nie boją się one zakażenia bardziej niż wskazywałby na to zdrowy rozsądek, a ponieważ przestrzegają zaleceń, nie są również narażone na skutki finansowe ani na złe spojrzenia i kąśliwe uwagi ze strony otoczenia.

Negatywny aspekt noszenia maseczek

Mówiąc o maseczkach, należy podkreślić wyraźnie wszelkie „niekorzyści”, które z tego wynikają. Przede wszystkim noszenie maseczek na zewnątrz i w miejscach publicznych zawsze było (już niestety nie jest) zalecane TYLKO osobom, które już są chore! Celem zaś było zminimalizowanie możliwości zarażenia chorobą osób, z którymi się stykają np. w środkach masowego transportu, sklepach, kinach itd. Maseczki z zasady nie chronią przed zachorowaniem. Jeśli jesteśmy zdrowi i chcemy się tylko odizolować od otoczenia to owszem, mogą nas dość skutecznie chronić przed zanieczyszczonym powietrzem, kurzem, pyłem, jak również ograniczać ilość większych rozmiarowo patogenów, na które jesteśmy narażeni, lecz nie uchronią nas przed wirusami! Wirus jest zbyt małą cząsteczką, aby zwykła maseczka (nawet tzw. „chirurgiczna”) mogła stanowić skuteczną przed nim barierę. Wirusy są tak małe i proste w swej budowie, że nawet nie zasłużyły na miano „organizmu”. Nie są one zaliczane do organizmów żywych, składających się z komórek. „Przelatują” przez większość naszych maseczek jak komary przez drucianą siatkę.

Niestety, noszenie masek pociąga także za sobą szereg czynników, które są zdecydowanie negatywne dla zdrowia. Jeśli nosimy tę samą (sic!) maseczkę przez wiele dni, chowamy ją do kieszeni, torebki lub w inne przypadkowe miejsca, rzucamy na zakurzone podszybie auta, a następnie zakładamy w razie potrzeby, nie tylko nie chronimy się przez zakażeniem epidemicznym, ale narażamy w znacznym stopniu na rozwój chorób grzybiczych, bakteryjnych oraz… wirusowych. Oddychając przez wiele godzin powietrzem wydychanym z płuc narażamy się na zwiększone stężenie CO₂, a co za tym idzie na poważne niedotlenienie. Osoby, które codziennie, regularnie noszą maseczkę przez kilka godzin (np. w pracy) mogą rozwinąć między innymi: zawroty głowy, bóle głowy, problemy z koncentracją, senność, ogólne osłabienie, suchość w gardle, ból gardła, podrażnienie śluzówek dróg oddechowych, różne infekcje itp.

Zaburzenia emocjonalne spowodowane restrykcjami epidemicznymi

Oprócz wpływu na poziom fizyczny, restrykcje epidemiczne niewątpliwie wpływają także na nasze emocje i stan psychiczny. Wprowadzenie obowiązkowych podziałów między ludzi powoduje faktyczne „podziały emocjonalne”. Noszenie masek, dystans społeczny, zakaz odwiedzania, kwarantanna, nakaz pracy z domu, zajęcia szkolne online – to wszystko powoduje, że ludzie stają się fizycznie oraz emocjonalnie odseparowani od siebie. Tracimy relacje społeczne, mniej się kontaktujemy ze sobą, maseczki utrudniają komunikację bezpośrednią, rezygnujemy z wielu spotkań towarzyskich, z wypoczynku, wyjazdu, ograniczamy aktywność, zdajemy się na kontakt wirtualny. Te wszystkie czynniki bardziej niż można sobie wyobrazić, wpływają ewidentnie niekorzystnie na nasz układ immunologiczny. Dotyczy to w dużym stopniu zwłaszcza starszych ludzi, dla których taka separacja może być zabójcza. Są oni często zdani na siebie, zazwyczaj bez specjalnych umiejętności posługiwania się wirtualnymi metodami komunikacji, przestraszeni i niepewni jutra, zarzucani sprzecznymi informacjami z mediów – to wystarczy, aby w dużym stopniu obniżyć zdolności obronne ich organizmu i narazić na potencjalne zachorowania (niekoniecznie związane z epidemią…).

Człowiek z natury jest istotą „stadną” i zdecydowana większość z nas potrzebuje innych ludzi, aby właściwie funkcjonować. Brak lub zmniejszenie kontaktów społecznych na dłuższą metę nie sprzyjają ani zdrowiu i dobremu samopoczuciu, ani prawidłowej odporności. Wiele osób pamięta jeszcze restrykcje minionego ustroju i aktualne ograniczenia mogą się im tylko negatywnie kojarzyć – zakaz wyjazdów za granicę, kolejki do sklepów, liczne utrudnienia w życiu społecznym. Oczywiście, podłoże tych restrykcji jest zupełnie inne, lecz mechanizm psychologiczny, który na tym podłożu się rozwija jest taki sam. Ograniczenia oznaczają utratę wolności, swobody decydowania, wolnego wyboru – to z kolei powoduje odczucie opresji, zniewolenia, przymusu i nacisku z zewnątrz. Nawet jeśli dobrowolnie się poddajemy restrykcjom, czyli z własnej woli nakładamy maseczki i nie spotykamy się z innymi, to nadal pozostaje to ograniczeniem narzuconym nam z zewnątrz. I nadal wpływa niekorzystnie na zdrowie i odporność.

Co zatem zrobić w sytuacji, gdy boimy się kolejnego lockdownu…

Przede wszystkim uświadomić sobie ważne rzeczy: profilaktyka jest lepsza od leczenia, a medycyna naturalna skuteczniej sobie radzi z chorobami niż medycyna konwencjonalna. Dlatego warto zadbać przede wszystkim o nasz system immunologiczny i wzmacniać zdolności obronne organizmu, korzystając z dobrodziejstw leków naturalnych, w tym homeopatycznych. Zwłaszcza, że system opieki medycznej na całym świecie totalnie zawiódł w czasie pandemii. Nie tylko pod względem organizacyjnym (kompletny chaos), lecz również (co nawet ważniejsze) pod względem całkowitej bezradności lekarzy i leków chemicznych w obliczu zagrożenia nieznanym wirusem.

Mówiąc: „zadbanie o odporność” mam na myśli nie tylko fizyczne wzmocnienie organizmu, lecz także (a może głównie) ustabilizowanie emocji i pozbycie się negatywnych odczuć. Nic nie jest w stanie tak skutecznie sparaliżować naszych zdolności obronnych przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi, jak lęk, poczucie izolacji i niepewność jutra.

Jakie leki mogą się dobrze sprawdzić w takiej sytuacji?

Wśród leków homeopatycznych znajdziemy wiele takich, w obrazie których obecny jest szeroko pojęty lęk przez chorobą.

  1. Pierwszym, oczywistym lekiem, o którym pomyślimy od razu w takich okolicznościach jest Arsenicum album. Osoba, która potrzebuje tego leku boi się zachorowania zarówno u siebie, jak i u swoich bliskich. Lęk ten wynika z głęboko umiejscowionej obawy, co może się z nią samą stać, jeśli zabraknie wokół niej rodziny i wspierających ją osób. To ujawnia kolejne lęki – przed samotnością, izolacją, a także niepewność i ogromny brak poczucia bezpieczeństwa. Osoby te wierzą, że są niezwykle podatne na wszelkie choroby i czują się wobec nich absolutnie bezbronne. Dlatego potrzebują nieustannie towarzystwa, uspokajania, dodawania otuchy oraz pocieszania. Brak wsparcia skutkuje załamaniem się systemu nerwowego oraz odpornościowego. Wówczas lęk przez osamotnieniem, chorobą i śmiercią się nasila, a podatność na zarażenie istotnie wzrasta. Co ważne, Arsenicum działa nie tylko na poziomie emocjonalnym, lecz również wpływa typowo na objawy fizyczne. Obraz leku obejmuje wiele symptomów charakterystycznych dla stanów grypowych (w tym „covidowych”), jak między innymi: gorączka, dreszcze, osłabienie, poty, bóle brzucha z biegunką i wymiotami, bóle głowy, ogromne wyczerpanie organizmu.

Arsenicum album może być znakomitym remedium dla osób, dotkniętych obsesją zakażenia wirusem Covid-19 i ściśle przestrzegających restrykcji pandemicznych (co jednak nie zmniejsza ich niepokoju i licznych obaw).

  1. Calcarea carbonica – to kolejny lek, który może rozwinąć silny lęk przed infekcją. Osoby w obrazie Calcarea carbonica obawiają się głównie chorób zakaźnych, ale boją się też, że popadną w obłęd psychiczny. Bywają niepewne siebie, potrzebują wsparcia od innych, nie bardzo wiedzą, w co wierzyć. Są bardzo wrażliwe na straszne historie; smutne i przygnębiające opowieści wywierają na nich głęboki wpływ. Ich lęki nasilają się następnie w nocy, gdy z zamkniętymi oczami wyobrażają sobie, że to samo przytrafia się im samym. Poza tym boją się nieznanego, są bardzo podatne na wszelkie negatywne informacje, które silnie zakłócają ich delikatną równowagę. Nic dziwnego, że mogą łatwo uwierzyć we wszystko, co przekazują media i z tego powodu mogą być bardziej narażeni na spadek odporności i zachorowanie.
  1. Obsesyjny wręcz lęk przed chorobami prezentuje Thuja occidentalis – osoby te ogólnie są i tak bardzo podatne na stany depresyjne, pesymistycznie nastawione do świata, ponadto nie lubią i nie akceptują samych siebie. Czują się często osamotnieni i bezwartościowi. Powtarzające się, nawracające lub przewlekłe sytuacje stresowe są dla nich wyjątkowo niekorzystne, ponieważ osoba z konstytucją Thuji ma znacznie większe problemy z radzeniem sobie ze zmianami adaptacyjnymi niż inni. Trudno jest jej dostosować się do bieżących uwarunkowań zewnętrznych i narzucanych z góry restrykcji. Do tego dochodzi duża podatność na infekcje oraz specyficzna u Thuji etiologia, czyli wyjątkowa wrażliwość na leki chemiczne. Ich nadmierne stosowanie prowadzi u tych osób do pojawienia się wielu skutków ubocznych, obniżenia odporności i, paradoksalnie, jeszcze większej zachorowalności.
  2. Niepokój oczekiwania na negatywne zdarzenie (tu: zakażenie się infekcją) obserwujemy także w obrazie Gelsemium sempervirens. Z oczekiwaniem wiąże się tu także niepewność, niepokój, przewidywanie najgorszego, snucie czarnych scenariuszy. Osoby te bardziej niż inni potrzebują ciągłego wsparcia, ponieważ wiecznie czują się osłabione, niewydolne, niezdolne do poradzenia sobie z codziennymi wydarzeniami i przeciwnościami losu. Brak wsparcia, osamotnienie i izolacja mogą prowadzić u nich do załamania się i całkowitego poddania. Nie mają siły, aby odnaleźć w sobie energię do normalnego funkcjonowania. W obliczu choroby tracą siły, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Gelsemium przydaje się także w przypadku infekcji przebiegających z gorączką, bólem głowy, rozbiciem mięśniowym, drżeniem, apatią oraz niezwykle silnym osłabieniem i wyczerpaniem organizmu.
  1. Ciekawym lekiem, który może być potrzebny w obecnej sytuacji jest Bryonia alba. Może ona mieć potencjalne zastosowanie u osób, które w wyniku restrykcji i lockdownu były zmuszone pozamykać swoje interesy i zostały pozbawione pracy i dochodu na dłużej nieokreślony czas. Osoby potrzebujące Bryoni boją się bowiem biedy, utraty majątku i niepewnej przyszłości. Czują się zagrożone, gdy nie mają pracy i nie wiedzą, co z nimi będzie. Są zorientowane na posiadanie, materię i własny biznes. Wskutek utraty pieniędzy lub pozycji na rynku zawodowym mogą rozwinąć różne dolegliwości, a ich organizm zostaje całkowicie wtrącony z równowagi. Co ciekawe, Bryonia jest także lekiem, który może wykazywać sporą skuteczność w samym zachorowaniu na Covid-19, ponieważ w jej obrazie znajdziemy między innymi: objawy grypowe, narastającą powoli gorączkę i osłabienie, suchy i męczący kaszel, ból gardła, zapalenie oskrzeli, płuc, opłucnej oraz potrzebę przebywania w całkowitym bezruchu.
  1. Drosera rotundifolia – jako jeden z głównych leków skazy tuberkulinowej ma w swoim obrazie dolegliwości z powodu ograniczenia i opresji. Jeśli jest czymś ograniczony, czuje się jak w pułapce, uwięziony, zamknięty jak w klatce. Z tego powodu może odczuwać niepokój, niepewność i przygnębienie. Pragnie wolności i swobody, martwi się o przyszłość. Lęki i smutek nasilają się w samotności. Towarzystwo i obecność innych ludzi dodaje mu pewności siebie i łagodzi obawy. Drosera jest także lekiem powszechnie stosowanym we wszelkiego rodzaju chorobach dróg oddechowych.
  1. Phosphorus – to kolejny lek, w którego obrazie znajduje się lęk przed zagrażającą chorobą, niepokój o zdrowie, ale też przewrażliwienie na punkcie zachorowania, a niekiedy nawet hipochondria. Osoby potrzebujące Phosphoru bardzo potrzebują towarzystwa i wręcz gasną, jeśli nie mogą przebywać z innymi ludźmi. Izolacja i odosobnienie mogą być dla nich poważnym czynnikiem osłabiającym zdrowie i odporność. Są wrażliwi i łatwo ufają w przekazywane im treści. Są niezwykle podatni na wszelkie sugestie, a jednocześnie stale potrzebują wsparcia i otuchy. Lek ten ma silne powinowactwo do narządów układu oddechowego, więc może się przydać w przypadku wszelkich infekcji dotyczących tego obszaru.

Na szczęście więc homeopatia wspomaga nas aktywnie w dobie zakażeń pandemicznych i nie tylko. Wśród tych leków zawsze znajdzie się specyfik potrzebny danemu pacjentowi. Nie jesteśmy zatem bezsilni, wiemy jak wspierać odporność i jak leczyć siebie i innych.

Pamiętajmy, że najważniejsze jest, aby zachować spokój i zdrowy rozsądek. We wszystkich dramatycznych sytuacjach związanych z zagrożeniem zdrowia i życia, zawsze nawołuje się do spokoju, porządku i organizacji. Niewskazane jest dodatkowe straszenie i podnoszenie napięcia, co tylko nasila panikę i wzbudza popłoch. Uspokajanie i łagodzenie sytuacji sprzyja większej przeżywalności, a wewnętrzny spokój i równowaga u ludzi pomaga w racjonalnym podejściu do wszelkich trudnych okoliczności. Tak działa indywidualna i zbiorowa świadomość. Podnoszenie tej świadomości w społeczeństwie jest zatem najlepszą drogą do opanowania zagrożenia. Również w przypadku Covidu-19 nie jest inaczej. Budujmy więc świadomość, odporność i zdrowie – u nas i u naszych pacjentów. Nie straszmy, nie wyolbrzymiajmy i nie podsycajmy wszechobecnych niepokojów. Nie faszerujmy się negatywnymi informacjami kilka razy dziennie. Będziemy zdrowsi i bardziej szczęśliwi, co automatycznie przełoży się na nasze otoczenie i niczym fala interferencyjna, obejmie swoim zasięgiem coraz liczniejsze kręgi – wypłaszczy niepokoje, zneutralizuje lęki i przekaże dalej dobrą energię.

comments
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum