Homeopatia na świecie
i w Polsce

"W 2009 roku w Szwajcarii odbyło się referendum, które zaowocowało włączeniem homeopatii do obowiązkowego systemu ubezpieczeń medycznych. I jest to zapisane w Konstytucji."

Homeopatia w szpitalach

"Wyniki badań prowadzonych przez profesora Michalea Frassa wykazały, że leczenie Homeopatyczne ma wpływ na odległy wynik leczenia pacjentów leczonych z powodu sepsy na oddziale intensywnej opieki medycznej."

Homeopatia, nauka i wiara

„Kościół nie uznaje stosowania leków homeopatycznych za sprzeczne z wiarą. Nauczanie oraz praktyka kościelna są przychylne wobec takich metod leczenia — pisze zakonnik, filozof i lekarz."

 Niedawno opublikowane w „Rzeczpospolitej” artykuły Anny Piotrowskiej, „Kaczka homeopatyczna” oraz Roberta Tekielego, „Homeopatia, czyli ość węża”, negujące wartość metody homeopatycznej skłoniły mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Jest to dobry moment, aby poruszyć problem nie tylko homeopatii, ale całej współczesnej medycyny i nauki jako takiej.

Nauka jest zjawiskiem kulturowym, które cechuje wielowymiarowość. Na pewno nie jest ona wyłącznie domeną czystego rozumu ścisłej empirii, do których zwykle się odwołuje. Oprócz rozumu, szkiełka i oka, w nauce liczy się tradycja wypracowana przez pokolenia ludzi zajmujących się poszczególnymi jej dyscyplinami. Ta tradycja została przez badaczy nauki (pierwszym z nich był Kuhn[1]) nazwana swego czasu paradygmatem.

W dyskusji na temat homeopatii problem istnienia paradygmatów w nauce poruszany był już od dość dawna. Paradygmat to ciekawe zjawisko socjologiczne i kulturowe. Można je określić jako pewien rodzaj inercji świata nauki w stosunku do nowych i dotychczas nierozważanych problemów naukowych. Jeśli problemy te nie pasują do ogólnego kształtu nauki w danym okresie, po prostu się je pomija i traktuje jako nieistotnie czy wręcz nieistniejące. W tym sensie nowe zagadnienia określa się jako „nienaukowe”. Na pytanie: „Dlaczego jakieś twierdzenie jest nienaukowe?” odpowiedź brzmi: „Ponieważ tak nazywają je naukowcy”.

Zarzuty autorów wyżej wymienionych artykułów w stosunku do metody homeopatycznej w gruncie rzeczy sprowadzają się do tego argumentu. Można więc dokonać parafrazy powyższego stwierdzenia i powiedzieć, że przeciwnicy homeopatii rozumują w ten sposób: „homeopatia jest sprzeczna z nauką” ponieważ „tak twierdzą naukowcy”. Rozumowanie to odwołuje się do rzeczywiście przeważającej w świecie naukowym opinii, że lekarstwa mogą działać jedynie wtedy, gdy odbywa się to na zasadzie chemicznej, w więc poprzez wchodzenie w metabolizm organizmu – jak na przykład substrat w reakcjach chemicznych lub koenzym, który je przyspiesza – a intensywność ich działania jest proporcjonalna do zastosowanej dawki. Jeśli jednak dawka ta jest zmniejszana praktycznie do zera, co ma miejsce w procesie wytwarzania leku homeopatycznego, wtedy i działanie leku musi zaniknąć. Jeśli więc lekarze klinicyści i sami chorzy zgłaszają skuteczność leków homeopatycznych, to musi to być efektem placebo.

Tej teorii przeczą jednak fakty. Leczenie metodą homeopatyczną daje efekt większy niż placebo. Potwierdzają to wyniki badań statystycznych[2]. Dlatego można powiedzieć, że w dyskusji na temat homeopatii mamy do czynienia z obroną wzmiankowanego wyżej „chemicznego” paradygmatu w naukach przyrodniczych, co, jak to zwykle bywa, prowadzi do ignorowania faktów z tym paradygmatem sprzecznych. W tym miejscu abstrahuję od innych możliwych motywów, które mogą popychać różnych autorów do krytykowania homeopatii. Jednym z ich może być zwykła walka konkurencyjna pomiędzy firmami produkującymi leki „chemiczne” i tymi, które produkują leki homeopatyczne.

Argument mówiący o efekcie „placebo” w odniesieniu do leków homeopatycznych, mija się również z innymi danymi empirycznymi. Leki te są skuteczne także u zwierząt, u których nie można mówić o efekcie sugestii, czyli właśnie o „placebo”. R. Tekieli próbuje zbić ten argument twierdzeniem, że u dzieci i u zwierząt stosuje się leki homeopatyczne zawierające jeszcze pewną ilość substratu (substancji wyjściowej) i dlatego leki te działają. Nie jest to prawdą. Zarówno u dzieci jak i u zwierząt obserwuje się dobre wyniki leczenia również tymi lekami, które bazują na dużych rozcieńczeniach i pod względem chemicznym nie zawierają już substancji wyjściowej.

Podobnie nie jest prawdą, że istnieją badania wyników leczenia prowadzonego z zastosowaniem leków homeopatycznych, które wykazałyby istnienie „szkód psychiczno-emocjonalnych” będących jakoby następstwem tego leczenia. Byłbym wdzięczny autorowi tej opinii za wskazanie, na jakich danych źródłowych oparł swe stwierdzenia, które o takich szkodach mówią. Odnośnie szkód duchowych, warto zapytać co naprawdę sądzi na ten temat taki autorytet w sprawach duchowych jak Kościół Katolicki. Wiele osób jest w Polsce przekonanych, że Kościół Katolicki odrzuca stosowanie leków homeopatycznych jako sprzeczne z wiarą. Otóż nie jest to prawdą. Opinie niektórych duchownych, teologów, a tym bardziej laików na ten temat, należy traktować jako ich prywatne poglądy, nie zaś jako nauczanie Kościoła.

Małopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Homeopatów jest w posiadaniu listu będącego odpowiedzią Jana Pawła II na pytanie skierowane przez jednego z kolegów, u którego pojawiły się wątpliwości co do stosowania homeopatii przez lekarza katolika. Oto treść tego listu:

„Watykan 22 czerwca 2004 r. Sekretariat Stanu

Szanowny Panie,
W ostatnich dniach Jego Świątobliwość Jan Paweł II przekazał mi kilka listów, które od dawna spoczywały na Jego biurku. Wśród nich był także list od Pana z marca br. Prosił mnie, aby odpowiedzieć w Jego imieniu. Chętnie to czynię. Odpowiadając na Pana pytanie należy stwierdzić, że – o ile mi wiadomo – nie istnieje jakiś dokument Magisterium Kościoła, który podejmowałby wyłącznie temat homeopatii. Niedawno ukazał się dokument Papieskiej Rady ds. Kultury i Papieskiej Rady ds. Dialogu z Religiami pt. „ Jesus Christ the bearer of the water of Life, A Christian reflection on the “New Age”, w którym porusza się temat leczenia naturalnego z homeopatią włącznie. Jest to jednak ujęcie w perspektywie ideologii New Age i dlatego wydaje się mieć wydźwięk negatywny.

Generalnie rzecz biorąc Kościół nie zabrania stosowania homeopatii w leczeniu, o ile nie wiąże się to z magią, bądź akceptacją idei religii wschodnich, szczególnie buddyzmu. Kościół ostrzega jednak przed takim stosowaniem naturalnych metod leczenia, które odrzucałoby metody naukowe, sprawiając, że pacjent ufając np. energoterapeutom, rezygnowałby z leczenia szpitalnego, które na pewnym etapie rozwoju choroby jawiłoby się jako niezbędne. Istnieje też bogata tradycja stosowania leków naturalnych, przechowywana zwłaszcza w monasterach zakonnych i w młodszych zgromadzeniach, które parają się pomocą ludziom chorym jak np. bonifratrzy. Wydaje się zatem, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby były stosowane leki homeopatyczne, zawsze jednak z tym zastrzeżeniem, że najważniejsze jest zdrowie pacjenta, a lekarz nie może mu szkodzić nawet przez zaniedbanie tego, co rozwój nauki medycznej daje jako skuteczne narzędzie do przychodzenia z pomocą.

Ojciec Święty wdzięczny jest Panu za życzenia. Odwzajemnia je, polecając Pana i Pańskich pacjentów dobroci Boga. Wyprasza wszelki potrzebne łaski i błogosławieństwo.

Z wyrazami szacunku
Ks. Paweł Ptasznik, Sekcja Polska Sekretariatu Stanu”.

Wydaje się, że treść tego listu jest na tyle jednoznaczna, że nie wymaga komentarza. Analiza źródeł historycznych również wykazuje, że nauczanie oraz praktyka Kościoła w odniesieni do homeopatii są dla niej przychylne. Jak podaje Pitera[3], wykładowca uniwersytetu w Mediolanie, homeopatia cieszyła się poparciem ze strony Watykanu od samego momentu pojawienia się jej na terenie Państwa Kościelnego. Do samego Rzymu dotarła ona w roku 1827, za sprawą lekarza austriackiego, Kinzela. Wyniki leczenia tego lekarza szybko przyniosły mu wielką sławę. Wielkim obrońcą homeopatii okazał się papież Grzegorz XVI. W czasie jego pontyfikatu znanym lekarzem w Rzymie stał się Wahle, homeopata pochodzący z Lipska. Ponieważ zwolennicy medycyny alopatycznej zdołali wzbudzić u Grzegorza XVI wątpliwości co do słuszności tej metody, papież 1841 roku zażądał, by Wahle objaśnił mu w jaki sposób wytwarza się leki homeopatyczne. Argumenty Wahlego przekonały papieża, w wyniku czego wydał on temu lekarzowi pozwolenie na stosowanie homeopatii w obrębie Państwa Kościelnego, czyli między innymi właśnie w Rzymie. Konwent jezuitów w tym mieście uczynił nawet Wahlego swoim oficjalnym lekarzem. Grzegorz XVI przyznał Wielki Krzyż Kawalerski Centamoriemu (bliskiemu przyjacielowi Hahnemanna), homeopacie, który poświecił się krzewieniu tej metody w całym Państwie Kościelnym. To poparcie nie wynikało z czego innego, jak tylko ze skuteczności tej metody w porównaniu z innymi stosowanymi w medycynie w tamtych czasach.

Życie to przede wszystkim procesy przetwarzania informacji. A w świetle tego paradygmatu lek homeopatyczny należy traktować jak nośnik informacji
Dalsze dzieje homeopatii w Państwie Kościelnym przebiegały nadal pod znakiem aprobaty papieży dla tej metody leczenia. W 1852 Piusa IX przyznał nawet duchownym prawo rozdawania leków homeopatycznych w nagłych wypadkach w razie nieobecności lekarzy. Papież ten przyznał też wysokie odznaczenia całej grupie homeopatów, do której należą dr. Charge z Marsylli, który pracował w jednym ze szpitali zakonnych, za osiągnięcia w zwalczaniu epidemii cholery w tym mieście w roku 1849, włoski lekarz De Guidi, oraz trzech lekarzy paryskich: Perussel, Ozanam i Tessier.

Następca Piusa IX, Leon XIII zawdzięcza homeopatii wyleczenie z poważnej choroby. Leczenie przeprowadził Talianini, lekarz homeopata. Czasopismo Rivista Omiopatica (rocznik 38, 1892, nr 3, s. 99) donosiło: „Jego Świątobliwość papież Leon XIII został dotknięty poważnie zagrażającą jego życiu, postępującą chorobą tchawicy, gdy właśnie przygotowywał się w Akademii Duchownej w Rzymie do czekających go w przyszłości ważkich zadań. Jego zdrowie zostało wówczas w niewiarygodny sposób uratowane i wzmocnione. Niewątpliwie jest to zasługą homeopatii i doktora Talianiniego, że papież cieszy się dziś przez wszystkich pożądaną i błogosławioną długowiecznością”.

Talianini został za to odznaczony i spełniał odtąd role stałego konsultanta lekarskiego dla papieża.

Pius XII był również zwolennikiem homeopatii a jego lekarzem był homeopata Galeazzi-Lisi, pracujący w Rzymskim Centrum Homeopatycznym (Centro Omeopatico Romano). Potem lekarzem tego papieża został inny homeopata, prof. Negro, który leczył również następnego papieża, Pawła VI, za co został odznaczony Krzyżem Grzegorza Wielkiego. Kardynał Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, również leczył się homeopatycznie[4].

Proszę wybaczyć ten przydługi fragment opierający się na pracy Pitery. Zupełna nieznajomość tych faktów w Polsce domaga się jednak podania choćby najbardziej podstawowych informacji. Konkluzja tego autora jest następująca: papieże od momentu pojawienia się homeopatii na terenie Państwa Kościelnego byli wręcz protektorami homeopatii i pozostali nimi aż do czasów współczesnych. To tyle na temat historycznych relacji pomiędzy homeopatią a Kościołem Katolickim.
Niewątpliwym faktem pozostaje jednak to, że homeopatia pozostaje wyzwaniem dla nauki. Na wyzwanie to można jednak różnie odpowiedzieć. Można po prostu zaprzeczać faktom, które są sprzeczne z dotychczas panującym paradygmatem. Tak robi większość dyskutantów zajmujący się homeopatią. Możliwe jest jednak inne wyjście. Można szukać szerszej teorii, która mogłaby wyjaśnić to, czego dotychczas panujące założenia teoretyczne wyjaśnić nie mogą. Jest to w istocie tworzeniem nowego paradygmatu dla nauki. Warto więc wrócić do pytania, czym jest paradygmat. Według Kuhna, autora, który ukuł ten termin, zrozumienie tego, czym jest paradygmat umożliwia zrozumienie sposobu funkcjonowania nauki w kulturze współczesnej. Kuhn definiuje paradygmat jako „zbiór przesłanek naukowego myślenia z takimi składnikami jak: znaczenie fundamentalnych pojęć, granice obszaru badań, podstawowe teorie, metody badań, i wartości uznawane przez ludzi nauki”[5].

W długich okresach, które Kuhn nazywa okresami normalnej nauki, paradygmat nie zmienia się i uczeni rozwiązują problemy w oparciu o jego aparaturę pojęciową. Jeśli jednak powiększa się ilość przypadków anomalnych, wtedy wspólnota naukowa może uznać potrzebę przeanalizowania uznawanych założeń i poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Wulff ujmuje to w następujący sposób: „Od czasu do czasu w nauce pojawiają się odkrycia, które wyraźnie kolidują z istniejącymi teoriami. Powstają wówczas problemy naukowe, których nie sposób rozwiązać, posługując się aparatem pojęciowym uznawanego paradygmatu. Kontrowersyjne wyniki i nierozwiązane problemy zostają na jakiś czas odłożone na półkę, ponieważ społeczność naukowa nie ma ochoty przyznawać, że coś jest nie w porządku z istniejącym paradygmatem. (…) W miarę jednak jak anomalii przybywa, następuje stopniowe osłabienie paradygmatu i to, co do tej chwili było uznawane za oczywiste, nagle zyskuje rangę autentycznego problemu naukowego”[6].

Jeśli zmiany w istniejącym paradygmacie są dostatecznie głębokie, dochodzi do zmiany jakościowej, którą Kuhn nazywa rewolucją. Określenie to uwydatnia rozległość i głębokość zmian, które muszą dokonać się w strukturze pojęciowej przynajmniej jakiejś danej wspólnoty naukowej, aby ta mogła dokonać zmiany paradygmatu, w którym dotychczas działała. Ściśle biorąc, chodzi tu o zamianę, ponieważ paradygmaty nie dają się wzajemnie pogodzić, jeden paradygmat zajmuje miejsce innego.

Trudność w przechodzeniu od jednego paradygmatu do drugiego jest zwiększona przez to, że wyniki obserwacji zależą od paradygmatu (nie istnieje neutralny język obserwacyjny); reprezentujący różne paradygmaty uczeni uwzględniają całkiem różne dane, ponieważ to, co jest istotne dla jednego nie jest ważne dla drugiego z nich. Konkurencyjne paradygmaty umożliwiają rozwiązanie zagadnień innego typu gdyż są niewspółmierne. Ponadto kryteria dopuszczalności typów rozwiązań, na których bazują paradygmaty nie dają się dobierać na zasadzie czysto racjonalnej. Paradygmaty nie podlegają falsyfikacji, opierają się modyfikacjom i dlatego przyjęcie nowego paradygmatu jest rodzajem ‘nawrócenia’. Według Kuhna nauka rozwija się więc skokami, nie zaś na zasadzie ciągłego, systematycznego wzrostu. Jedność społeczności naukowej zostaje zburzona, powstają różne szkoły myślenia, które ze sobą rywalizują, potem nowy paradygmat zwycięża, konsoliduje większość uczonych i następuje kolejny okres normalnej nauki[7].

Biorąc pod uwagę teorię rewolucji naukowych Kuhna, ciekawym zagadnieniem jest to, w jakiej fazie znajduje się współczesna medycyna. Czy jej problemy z akceptacją medycyny niekonwencjonalnej lub komplementarnej, do której zaliczana bywa homeopatia, nie są przykładem obrony pewnego obowiązującego w medycynie konwencjonalnej paradygmatu? Czy odwoływanie się do paradygmatu „chemicznego” lub „molekularnego”, na którym bazuje medycyna konwencjonalna (alopatyczna) nie zacieśnia jej horyzontów? Wydaje się, że tak. Zarówno niedawno opublikowane w Rzeczpospolitej, wyżej wzmiankowane artykuły, jak i stanowisko członków Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) z dn. 04.04 2008[8], czyli sprzed prawie roku, można potraktować jako przykład odrzucania pewnych faktów, które są sprzeczne z uznawanymi przez nich teoriami.

Autorzy opinii NRL twierdzą, że: „Według dostępnej wiedzy, potwierdzonej w ogromnej liczbie przeprowadzonych zgodnie z wymogami nauki badań, wszystkie substancje w „dawkach symbolicznych” są po prostu „pozbawione działania”, lub że „Obecnie brak jest wysokiej jakości dowodów przeprowadzonych według zasad medycyny opartej na dowodach (EBM), dokumentujących skuteczność kliniczną leczenia homeopatycznego przewyższającą placebo oraz że, homeopatyczna zasada „podobne leczyć podobnym’” nie znajduje potwierdzenia na gruncie empirycznym. W omawianym tekście mówi się również, że „Twierdzenie homeopatów, że ta sama choroba u każdego pacjenta przebiega zupełnie inaczej i że dlatego w tych samych schorzeniach należy u różnych pacjentów stosować odmienne leki, jest sprzeczne z wiedzą medyczną.” oraz ze „tak rozumiane postępowania uniemożliwia obiektywną weryfikację skuteczności leczenia homeopatycznego.” Takie poglądy można uznać za przykład obrony pewnego paradygmatu przez negowanie faktów oraz przenoszenie metodologii z jego terenu (leczenia alopatycznego) na teren inny, bez uwzględnienia odrębnej metodologii związanej z tym paradygmatem (czyli specyfiki metody homeopatycznej).

Autorzy raportu podkreślają, że nie mogą uznać zasady simile będącej kluczową dla homeopatii, ponieważ jest ona sprzeczna z zasadą zależności efektu leczniczego od dawki leku, która, ich zdaniem, sprawdziła się w odniesieniu do wszystkich leków stosowanych w medycynie. Jest to niewątpliwie prawdą w odniesieniu do leków alopatycznych. Dlaczego jednak nie można dopuścić możliwości istnienia innych sposobów leczenia? To samo trzeba powiedzieć na temat argumentu, zawartego w raporcie NRL, że leków homeopatycznych nie można uznać za skuteczne, ponieważ stosowanie wielkich rozcieńczeń, niemożność wyjaśnienia czym jest „potencjalizowanie”, odwoływanie się do takich pojęć jak „piętno”, „pamięć” lub „informacja”, w celu wytłumaczenia sposobu ich działania, „jest sprzeczne z wiedzą z zakresu chemii, fizyki, fizjologii i farmakologii”[9].

Wszystkie powyższe stwierdzenia zawarte w opinii NRL można uznać za książkowy wręcz przykład zamknięcia się w pewnym sposobie myślenia w dziedzinie nauki, w jakimś paradygmacie Wyklucza się samą możliwość istnienia innych wyjaśnień działania leków homeopatycznych niż te, którymi dysponuje medycyna alopatyczna, która rozwinęła się w molekularnym paradygmacie biologicznym Czy naprawdę nie ma teorii które mogłyby to wyjaśnić? A może jednak dysponujemy jakąś inną teorią, jakimś innym konkurencyjnym paradygmatem? Wydaje się, że taki paradygmat już istnieje i powoli zdobywa sobie miejsce w świadomości przynajmniej części przedstawicieli świata nauk przyrodniczych. W myśl tego paradygmatu zjawisko życia jest rozumiane jako domena nie tylko przemian biochemicznych ale również zjawisk z dziedziny mechaniki kwantowej dziejących się w obszarze biopola określającego charakter tych zjawisk. Życie w tym ujęciu to przede wszystkim przetwarzanie informacji elektrycznej, magnetycznej, grawitacyjnej, chemicznej, akustycznej, optycznej i hydrodynamicznej w środowisku bioplazmy. Ten transfer informacji ma miejsce wewnątrz bioukładów, pomiędzy bioukładami oraz pomiędzy bioukładami a środowiskiem, w który się one znajdują. Organizm żywy jest w tym ujęcie systemem dynamicznym i nieliniowym, w którym mają miejsce takie zjawiska jak biosplątanie i tzw. oddziaływanie at the distance, które są nielokalne, i umożliwiają przekaż informacji z prędkością przekraczającą prędkość światła[10],[11].

Innymi słowy, organizm jest koherentnym układem makroskopowym, którego części składowe połączone są ze sobą tymi nielokalnymi oddziaływaniami umożliwiającymi ciągły i natychmiastowy transfer informacji miedzy składowymi systemu, dzięki czemu jest on zintegrowaną całością. W tym nowym ujęciu życie to nie tylko przemiany chemiczne, lecz przede wszystkim przetwarzanie informacji. Informacja jest w tym ujęciu pojęciem szerszym od tego, które to słowo oznacza w języku potocznym i oznacza nie tyle wiadomość ale i, a nawet przede wszystkim, zdolność do organizowania systemu lub utrzymywania go w stanie zorganizowanym. Wnuk[12] twierdzi, że „wszechświat składa się z co najmniej trzech podstawowych elementów: materii (masy), energii i informacji; innymi słowy z: fermionów, bozonów i infonów. Wnuk podkreśla, że już Sedlak w swoich pracach uważał organizm żywy za „biosystem, rozumiany jako nieliniowy oscylator elektromagnetyczny”, który „jest zdolny do maksymalnego i wybiorczego gromadzenia informacji”. Ponadto w organizmach żywych istnieje sprzężenie chemiczno-elektroniczne, czyli tzw. kwantowy szew życia, który Wnuk określa jako „specyficzną relację informacyjną pomiędzy biobozonami, biofermionami” lub też „sprzężeniem fermionowo-bozonowo-infonowym”. Życie należy rozumieć nie tyle jako procesy przemiany masy i energii, co przede wszystkim jako procesy przetwarzania informacji. Biosystemy byłyby w tym ujęciu określanie jako „komputery fotoniczne i elektroniczne”, zaś najmniejsze jednostki życia to już nie byłyby komórki, lecz nanoprocesory infonów, zaś całe organizmy jako systemy procesorów informacji elektromagnetycznej i kwantowoakustycznej.

Dla podsumowania warto zapamiętać, że systemy żywe „karmią się” ujemną entropią, oraz że są one systemami cybernetycznymi zdolnymi do samoodtwarzania się i wykorzystującymi przepływające przez nie strumienie materii (masy), energii i informacji. Wnuk pisze, że „Podstawową właściwością świata ożywionego jest więc uorganizowanie struktur wypełnionych masą i energią, które są nośnikami informacji. Nie chodzi tu tylko o kwasy nukleinowe lub białka. (…) nośnikiem informacji może być woda[13], stanowiąca większość masy organizmu. Biosystemy są zorganizowane w hierarchię poziomów informacyjnych, w których zachodzi ciągła przemiana informacji, jej degradacja lub organizacja.(…) Sugeruje się, że biosystemy można lepiej zdefiniować w terminach oddziaływań wzajemnych opartych na wymianie informacji, a nie na wymianie pierwiastków.” I dalej: „Fenomen życia byłby wytłumaczalny jako procesy fizyczne i chemiczne sterowane kwantowym sprzężeniem między informacją a materią. Niezależnie od tych interesujących idei podejmowana jest próba zbudowania fizyki informacji”[14]. Wszystkie te dane można by potraktować jako coś z dziedziny fantastyki naukowej, gdyby nie to, że rozwój techniki komputerowej spowodował podjęcie badań nad możliwością zastosowania materiałów organicznych i biologicznych w elektronice. Chodzi tu o skonstruowanie molekularnych i biomolekularnych urządzeń elektronicznych, które dzięki temu osiągnęłyby maksymalną miniaturyzację i wydajność. W tych badaniach neurony traktowane są jako mikroprocesory, a ważne elementy subkomórkowe – mikrotubule, jako automaty biomolekularne i nanokomputery.

W tym momencie chciałbym powrócić do głównego przesłania. Wszystkie te pojęcia, na czele z fermionami, bozonami i infonami, nie istnieją dla zwolenników paradygmatu molekularnego w biologii i medycynie. Przez niektórych zwolenników teorii podejrzeń wszystkie rozważania o zależnościach przemian materii, energii i informacji mogą być też traktowane jako wykrętne próby zamaskowania magicznego charakteru homeopatii. A może jednak należałoby uznać, że jest to tworzenie nowego paradygmatu w nauce, która niejako „przy okazji” dostarcza homeopatii możliwego naukowego wytłumaczenia? W świetle tego paradygmatu lek homeopatyczny należałoby traktować jak nośnik informacji w sensie wyżej zdefiniowanym, której dostarczenie umożliwia organizmowi pokonanie choroby będącej efektem zaburzenia mechanizmów regulujących jego działanie i powrót do stanu normalnego.

Jednego nie można zanegować. Tym czymś, jest istnienie wspólnoty naukowców, którzy już i to bardzo dynamicznie, tworzą nowy paradygmat dla fizyki oraz wszystkich nauk przyrodniczych, z medycyną włącznie. Ten nowy „informacyjny” paradygmat na pewno nie jest jeszcze dojrzały, zaś paradygmat molekularny nie wyczerpał swoich możliwości poznawczych. Na pewno mamy jednak do czynienia z gromadzeniem się coraz większej ilości danych, które są niewytłumaczalne w ramach „starego” paradygmatu. Rozwój techniki komputerowej przyczynił się do powstania nowego spojrzenia na problem życia, właśnie jako problem przemiany informacji. Życie zawsze będzie nas fascynowało. Nietrudno wytłumaczyć dlaczego. Sami jesteśmy organizmami żywymi, dlatego chcielibyśmy wiedzieć o życiu ciągle coś więcej.

[1] T. S. KUHN, Struktura rewolucji naukowych, (tłum. Helena Ostromęcka, przejrz. i red. Stefan Amsterdamski), Warszawa, PWN, 1968.
[2] White A, Slade P, Hunt C, et al. (2003). Individualised homeopathy as an adjunct in the treatment of childhood asthma: a randomised placebo controlled trial. Thorax, 58: 317-321. Frass M, Linkesch M, Banyai S, et al. (2005). Adjunctive homeopathic treatment in patients with severe sepsis: a randomized, double-blind, placebo-controlled trial in an intensive care unit. Homeopathy, 94:75–80. Oberbaum M, Yaniv I, Ben-Gal Y, et al. (2001). A randomized, controlled clinical trial of the homeopathic medication Traumeel S in the treatment of chemotherapy-induced stomatitis in children undergoing stem cell transplantation. Cancer, 92:684–690. Fisher P, Greenwood A, Huskisson EC, et al. (1989). Effect of homoeopathic treatment on fibrositis (primary fibromyalgia). British Medical Journal, 299: 365-366. Bell IR, Lewis DA 2nd, Brooks AJ, et al. (2004). Improved clinical status in fibromyalgia patients treated with individualized homeopathic remedies versus placebo. Rheumatology, 43:577-582. Weatherley-Jones E, Nicholl JP, Thomas KJ, et al. (2004). A randomized, controlled, triple-blind trial of the efficacy of homeopathic treatment for chronic fatigue syndrome. Journal of Psychosomatic Research, 56:189–197. Yakir M, Kreitler S, Brzezinski A, et al. (2001). Effects of homeopathic treatment in women with premenstrual syndrome: a pilot study. British Homeopathic Journal, 90:148–153. Oberbaum M, Galoyan N, Lerner-Geva L, et al. (2005). The effect of the homeopathic remedies Arnica and Bellis perennis on mild postpartum bleeding – a randomized, double-blind, placebo-controlled study –preliminary results. Complementary Therapies in Medicine, 13:87–90. Tveiten D, Bruseth S, Borchgrevink CF, Norseth J (1998). Effects of the homoeopathic remedy Arnica D30 on marathon runners: a randomized, double-blind study during the 1995 Oslo Marathon. Complementary Therapies in Medicine, 6:71–74. Stevinson C, Devaraj VS, Fountain-Barber A, et al. (2003). Homeopathic arnica for prevention of pain and bruising: randomized placebo-controlled trial in hand surgery. Journal of the Royal Society of Medicine, 96:60–65.
[3] F. PITERň, Divina Omeopatia: le falsitą di quark i La disinformazione su Vaticano e homeopatia, „Anthropos & Iatria”, (annoV), Gennaio-Marzo 2001). [4] Peter Seewald pisze o pozytywnym stosunku do homeopatii obecnego papieża, w książce: P. SEEWALD, Benedykt XVI. Ein Porträt aus der Nähe, Berlin 2005, s. 33.
[5] I. G. BARBOUR, Myths, Models,and Paradigms, Harper and Row Publishers 1976 (tłumaczenie polskie, Mity, modele, paradygmaty, Kraków, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 120-155).
[6] H. SUłKOWSKI, Dlaczego medycyna kliniczna nie lubi homeopatii? Uwagi o dylematach współczesnej medycyny, Biologiczna Medycyna Weterynaryjna, 2/ 2003, 56-57. Autor cytuje : H.R. WULFF I IN., Filozofia medycyny, Wyd. Nauk. PWN, Warszawa 1993.
[7] H. SUŁKOWSKI, Dlaczego medycyna kliniczna nie lubi homeopatii? Uwagi o dylematach współczesnej medycyny, Biologiczna Medycyna Weterynaryjna, 2/ 2003, 56-57.
[8] Stanowisko zespołu ekspertów Naczelnej Rady Lekarskiej w sprawie stosowania oraz proponowania metod homeopatycznych, Nasz Dziennik, 24.04.2008.
[9].Ibid.
[10] Patrz M. MOLSKI, Nielokalnosc i Biokoherencja, Roczniki Filozoficzne KUL, tom LIII, numer1, 2005, 197-221.
[11] M. MOLSKI, Nielokalnośc i Homeopatia, Homeopatia Praktyczna, 38, (4), 2006.
[12] M. WNUK, Istota procesów życiowych w świetle koncepcji elektromagnetycznej natury życia.: Bioelektromagnetyczny model katalizy enzymatycznej wobec problematyki biosystemogenezy. (Lublin: Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 1996), 33.
[13] Ibid., 36.
[14] Ibid., 181, 192, 196.

Jacek Maria Norkowski OP

ŹRÓDŁO : http://pthk.pl/2009/10/homeopatia-nauka-i-wiara/

Ostatnio zmieniany niedziela, 12 czerwiec 2016 08:59
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum