Homeopatia na świecie
i w Polsce

"W 2009 roku w Szwajcarii odbyło się referendum, które zaowocowało włączeniem homeopatii do obowiązkowego systemu ubezpieczeń medycznych. I jest to zapisane w Konstytucji."

Homeopatia w szpitalach

"Wyniki badań prowadzonych przez profesora Michalea Frassa wykazały, że leczenie Homeopatyczne ma wpływ na odległy wynik leczenia pacjentów leczonych z powodu sepsy na oddziale intensywnej opieki medycznej."

Pacjenci

Wypowiedzi pacjentów :

 

Małgorzata

" Homeopatia pomaga nam od 23 lat.A moj lekarz rodzinny twierdzi,ze moje zwierzeta sa czlonkami mojej rodziny i nigdy nie odmawia pomocy.Kilkanascie lat temu zostalam obdarzona przez dzieci sasiadki uroczym pieskiem koloru rudego ze scietym ogonkiem.Zpowodu duzego podobienstwa do banana nazwalam go Banan.Pies wyrosl i czesto w okresie rui znikal na jakis czas.Wlasnie podczas jednej z takich wycieczek ,a bylo bardzo mrozno pojechalam go szukac ,gdyz zbyt dlugo go nie bylo.Nie znalazlam.3 dni go szukalam i nic.Na czwarty dzien pies sam przyczolgal sie do domu a jego przednia lewa lapa wisiala na skorze.Wygladalo,ze wpadl we wnyk.Byl bardzo zmarzniety.Polozyl sie pod fortepianem i pewnie chcial juz umrzec.Zawolalam weterynarza.Popatrzyl z politowaniem i wyciagnal strzykawke,zaczal nabierac lek.Spytalam co pan robi? odpowiedzial-bede usypial.Nie pamietam siebie w takiej akcji,ale zrobilam niezla jazde.Wykrzyczalam,ze gdyby chcial usnac ,to usnal by na 22 stopniowym mrozie.On przyszedl,zeby go ratowac,wiec niech go pan ratuje.Schowal ten lek zrobil mu jakis inny zastrzyk-pozniej sie dowiedzialam,ze to byly jakies witaminki,a wet.i tak nie wierzyl,ze pies bedzie zyl.Szybko wykonalam tel. do mojego homeopaty .Spytal ktora strona ciala i powiedzial jaki lek i w jakiej potencji.Leki podalam.Rano wstaje, a pod fortepianem kaluza krwi.Znowu tel do weterynarza .Czlowiek byl mocno zszokowany ,ze pies zyje i ze ruszylo krwawienie.Powiedzial Krwawi? To teraz mozna juz amputowac lapke.Bedzie zyl.Powiedzial mi jeszcze,ze to byla gangrena.Dobrze,ze opatrywalam go w jednorazowych rekawiczkach.Bananek na swoich 3 lapkach przezyl z nami jeszcze 10 lat.Opusci nas jak ial 16 lat. "

 

 

 

Karolina

" historia mojej mamy..... Miała żyć 4 tygodnie,w lutym minął rok od diagnozy. Rozsiana choroba nowotworowa przerzuty kości,płuca,tkanki miękkie.Do opieki paliatywnej,hospicjum.... Z homeopatii bazuje na R17 Dr Reckewega. Plus inne suplementy. Żyje choć akademicka nie dawała jej szans....takie małe świadectwo"

 

 

 

Maria

" U mojego, wówczas ok. 10-letniego synka, badanie USG, przeprowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka, wykazało kamień w nerce. Oczywiście ta diagnoza wywołała moje przerażenie, a gdy spytałam lekarkę, w jaki sposób można się tego kamienia pozbyć, moje przerażenie wzrosło jeszcze bardziej. Widząc moją minę pani doktor powiedziała, że ma telefon do lekarza homeopaty i jeśli jestem zainteresowana niekonwencjonalnymi metodami działania, to mogę zadzwonić do niego i spytać, czy może mi pomóc. Zgodziłam się z nadzieją i już wkrótce siedziałam z dzieckiem w poczekalni.

Lekarz obejrzał wyniki badań, po czym zadał dziecku całą serię dziwnych i nietypowych pytań, np. czy nerka bardziej boli gdy się schyla, gdy stoi w pozycji pionowej, czy gdy się położy. Po badaniu otrzymaliśmy kropelki i małe kuleczki do ssania. Po jakimś czasie zgłosiliśmy się na badanie kontrolne. Syn znów odpowiadał na dziwne pytania i znów otrzymał lekarstwa, tym razem inne.

Po kilku miesiącach lekarz kazał zrobić kontrolne badanie USG. Udaliśmy się więc ponownie do CZD. Poproszono nas o pokazanie wyników poprzedniego badania, a dziecku kazano położyć się na leżance. Przeprowadzający badanie lekarz sprawdzał kilkakrotnie kable, stukał w monitor i kręcił głową ze zdziwieniem, po czym stwierdził, że chyba aparat się popsuł. Kazał więc przejść do innego. Tam sytuacja się powtórzyła. Gdy i trzeci aparat nie wykazał obecności kamienia, lekarz poczuł się sfrustrowany i stwierdził, że kamienia nie ma, a więc musiało go nie być już przedtem i że ktoś postawił złą diagnozę. Patrząc na nas ironicznym wzrokiem oświadczył lekko pogardliwym tonem, że najprawdopodobniej poprzednie badanie było przeprowadzone przez niewłaściwie przeszkoloną osobę, w gabinecie nie posiadającym stosownych uprawnień i na niedobrym sprzęcie.

Bez słów pokazałam mu opis wykonany na papierze firmowym CZD i podpisany nazwiskiem szanowanego specjalisty. Lekarza lekko zatkało, po czym spytał, czy i ewentualnie w jaki sposób leczyliśmy naszego syna. Gdy poinformowałam go, że jest to wynik stosowania leczenia homeopatycznego, lekarz nie ukrywał wściekłości i po prostu wyrzucił nas brutalnie za drzwi.

Najwyraźniej był to bezkrytyczny i fanatyczny wyznawca prawd objawionych, przekazanych mu przez jakiegoś sławnego, szanowanego i będącego wielkim autorytetem nauczyciela akademickiego, dla którego medycyna alternatywna była nie czym innym, jak tylko znienawidzoną szarlatanerią. I cóż z tego, że pan doktor miał oto przed sobą niezbity dowód skuteczności homeopatii i że mógł się dzięki temu czegoś dowiedzieć i nauczyć. Dla dogmatyka obiektywna prawda się nie liczy. Jeśli dowody podważają świętą teorię, to trzeba te dowody ukryć. "

 

„Pomogła nam homeopatia”. 5 osobistych historii

 Z : http://dziecisawazne.pl/pomogla-nam-homeopatia-5-osobistych-historii/

 

 

Alicja, mama 3. dzieci

Kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko, wiele rzeczy w moim życiu zostało przewartościowanych. Tak to często wygląda, prawda? Na pierwszy ogień poszły emocje – świadomość tego, co czuję, co jest dla mnie i dla mojego dziecka ważne. Potem kuchnia – pozbyłam się vegety (śmiech) i… skupiłam na naturalnej, sezonowej i lokalnej kuchni. Z mojego domu zniknęły chemiczne kosmetyki i środki czystości. Zaczęłam stosować te domowej roboty albo ekologiczne. Dla jednych byłam wariatką, która nosi dziecko w szmacie (10 lat temu chustonoszenie nie było takie popularne) i pierze pieluchy w czasach, kiedy mamy pampersy, dla innych była to fanaberia i strata czasu. Ale ja intuicyjniue czułam, co jest najlepsze dla mojego dziecka – świadome życie w zgodzie z naturą.
Kiedy mojemu 3 tygodniowemu wówczas synkowi zaropiały oczka i lekarka “kazała” iść na przetykanie kanalików ocznych robione pod narkozą, zapaliło się u mnie pierwsze czerwone światło! Jak to, taki zabieg, u takiego małego dziecka? Nie ma mniej inwazyjnych metod? Oczywiście są – szybkie, skuteczne i naturalne. Co by było, gdybym poszła na ten zabieg? Po co skazywać dziecko na takie cierpienie? Po co tak bardzo ingerować w jego zdrowie?

Po tym, jak zapaliło się u mnie więcej takich czerwonych świateł (antybiotyk na lekki kaszel, przepisany profilaktycznie), postanowiłam poszukać lekarza medycyny alternatywnej. Trafiłam na mądrego, doświadczonego homeopatę, który pomaga naszej rodzinie już ponad 9 lat. Leczymy u niego także dwójkę naszych pozostałych dzieci. Na szczęście nie mieliśmy poważnych problemów zdrowotnych, ale zapalenie płuc, angina, ospa, zapalenie ucha, rota wirus, były skutecznie leczone homeopatycznie. Wierzę, że nie mieliśmy tych problemów właśnie dzięki temu, że dzieci leczone są homeopatycznie. 3. naszych dzieci nigdy nie miała antybiotyku. Ich odporność kształtuje się naturalnie – poprzez dietę, ruch, powietrze i nieinwazyjne leczenie.

 

Justyna, mama 1. dziecka

Jeszcze dwa lata temu sama brałam udział w medialnej wojnie przeciwko homeopatii. Kiedy pediatra mojego dziecka przepisywała mi syropki homeopatyczne, śmiałam się na głos, prosząc o prawdziwe leki. Do zimy zeszłego roku. Moje dziecko poszło do przedszkola i zaczęło się. Najpierw niewinne infekcje, które przeradzały się w zapalenia oskrzeli. Te zaś z prędkością wiatru wiejącego za oknem, przeobrażały się w zapalenia płuc. Prawdziwy rodzicielski maraton – 6 antybiotyków w ciągu jednej zimy. Zero przedszkola = zero pracy = zero kasy. Dopadł nas prawdziwy kryzys. Zdrowotny, emocjonalny… Każdy. No i wtedy zrewidowałam swoje poglądy. Trzeba było się jakoś ratować. Znajoma dała mi numer telefonu do lekarza homeopaty, który leczy jej dzieci. Ta sama znajoma, z którą miałam niezliczoną ilość rozmów na temat nieskuteczności homeopatii. Poszłam. Zbadał dziecko. Nie trwało to 15. minut, nie trwało to nawet 30. minut! To trwało 2 i pół godziny. Wypytywał o wszystko – poród, dietę, preferencje (jak śpi, przykryty czy nie…), wąchał jego stopy! I przepisał leki. Nie muszę chyba pisać, jak się czułam, kiedy je podawałam dziecku… Ale czego nie robi dla malucha zdesperowany rodzic. I wiecie co? Te kuleczki zadziałały. Moje dziecko wyzdrowiało. Od zeszłej zimy nie choruje prawie wcale. Jeśli już, to nic poważnego i szybko z tego wychodzi. Ciągle daję mu kuleczki…

 

Małgosia, mama 2. dzieci

Mam dwóch synków, starszy ma 3 lata, młodszy – rok. Od marca do końca września 2015 r każdy z nich chorował pięć razy na zapalenie uszu i raz na zapalenie oskrzeli (starszy syn chorował już wcześniej, praktycznie od początku sezonu grypowego). Oznacza to, że młodszy syn, w pierwszym roku swojego życia dostał 6 silnych antybiotyków.

Za każdym razem słyszeliśmy od lekarza: “tyle antybiotyków to przesada”, “nie wolno”, “jak tak można”. Po czym kolejny lekarz zaglądał do uszu i mówił: “tym razem te uszy są tak chore, że bez antybiotyku się nie obejdzie”. Trafialiśmy do coraz lepszych laryngologów (podobno).

Gdy jesienią młodszy syn praktycznie nie wychodził z choroby i zapalenie uszu trwało non stop, czasem tylko stan się zaostrzał, trafiliśmy do specjalisty – laryngologa z doświadczeniem akademickim, wykładającego na Akademii Medycznej. Pani doktor rozłożyła bezradnie ręce, powiedziała, że dziecko nadaje się do natychmiastowej hospitalizacji, ale ona by radziła jeszcze tydzień z tym poczekać i dać Klacid, a nuż pomoże. Daliśmy. Nie pomógł. I tu skończyły się granice naszej cierpliwości i całe zaufanie do lekarzy.

Nauczycielka w przedszkolu starszego synka, słysząc tę historię, poleciła nam znajomą lekarkę – pediatrę prowadzącą dzieci homeopatycznie. Postanowiliśmy spróbować przez tydzień. A w razie zaostrzenia stanu jechać prosto do szpitala.

Pani doktor, z wykształcenia „klasyczny” pediatra – który po latach praktyki odszedł od tradycyjnej medycyny i zaczęła leczyć homeopatią, bardzo się zaniepokoiła stanem moich dzieci. Zaproponowała leczenie, ale z zastrzeżeniem, że być może nie obejdzie się jednak w tym przypadku bez szpitala i antybiotyku, bo (szczególnie z młodszym synkiem) jest źle. Wykupiliśmy sugerowane przez nią preparaty (granulki do trzymania pod językiem, kropelki, aerozol do nosa). Nie wierząc, mówiąc szczerze, w ich skuteczność. Zaczęliśmy podawać.

Temperatura spadła. Katar minął. Pełni niewiary poszliśmy na kontrolę do „zwykłego” laryngologa – poprawa. Brak stanu ostrego, stan przewlekły typowy dla tak długiej choroby. Od tego czasu minęły ponad 3 miesiące. Obaj chłopcy, kilkukrotnie, chorowali w tym czasie. Obaj byli leczeni ową „homeopatią”. Jedynym lekiem, podanym raz, był paracetamol – przy gorączce powyżej 40 stopni.

Oboje z mężem do niedawna nie wierzyliśmy zupełnie w homeopatię. Czy wierzymy teraz – nie wiem. Fakt jest jeden, nasi synkowie od ponad 3 miesięcy nie biorą antybiotyków i są w miarę zdrowi.

 

Kamila, mama 2. dzieci

Moja historia z homeopatią zaczęła się jakieś 5 lat temu, całkiem przypadkiem. O ile o przypadku tu można w ogóle mówić. Moja obecnie 9-letnia córka bardzo często chorowała (najczęściej zapalenie gardła, angina; zaczynało się od kataru, który spływał do gardła, podrażniał i powodował ostry kaszel; do tego dochodziła wysoka gorączka). Przy każdej wizycie u lekarza dostawała antybiotyk. I tak trwało to około dwóch lat. Dodam, że choroby zaczęły się, kiedy córka poszła do żłobka. Nasze życie kręciło się między lekarzami a domem. Do żłobka ostatecznie chodziła sporadycznie, ponieważ z powodu ciągłych chorób więcej była chora w domu, niż w żłobku. Aż do pewnego czasu, kiedy powiedziałam sobie dość. Z polecenia poszłam do lekarza homeopaty. Z polecenia, nie z wiary w to, że pomoże. Chwyciłam się ostatecznej deski ratunku, bo bałam się, że ciągłymi antybiotykami po prostu zniszczę zdrowie własnego dziecka. No i…. udało się. Po trzech dniach podawania leków homeopatycznych, przy 40-stopniowej gorączce, córka rano obudziła się jak nowo narodzona. Choroba minęła. I co najważniejsze – minęło już dużo czasu, a choroba nie powraca. Teraz, kiedy mam większe doświadczenie i wiedzę, wiem że  moja druga, roczna córeczka także leczona będzie homeopatią.

 

Małgosia, mama 2. dzieci

Po urodzeniu drugiego dziecka zaatakowało mnie grzybicze zapalenie piersi. Gdyby nie leki homeopatyczne (Exmykelh D4 – antygrzybicze czopki), które wówczas zakupiłam po wizycie u lekarki – homeopatki, moje cierpienie zapewne trwałoby długie tygodnie, podobnie jak po pierwszym porodzie, kiedy wielu lekarzy specjalistów nie mogło zdiagnozować mojego źródła bólu. Leki te okazały się bardzo skuteczne (już po 3 dniach nastąpiła znacząca poprawa (ból w piersiach ustąpił) a po 2 tygodniach nie było śladu po bolesnych dolegliwościach. Dzięki homeopatii (rozpuszczanym granulkom na infekcje górnych dróg oddechowych), ustrzegłam się podawania antybiotyków i leków chemicznych w ostrych stanach przeziębieniowych u dwójki moich dzieci (obecnie 6-latka i 4-latki). Dzieci nabrały wysokiej odporności, która radzi sobie z sezonowymi chorobami a leczenie wspomagamy naturalnymi metodami, bez jakichkolwiek powikłań i nawrotów choroby. Polecam poszukać dobrego specjalisty homeopaty, który spojrzy na nas kompleksowo i nie tylko przepisze leki, ale również zaleci odkwaszenie organizmu w czasie choroby, zmianę diety, czy odpowiednie nawodnienie i uzupełnienie niezbędnych witamin i mikroelementów.

 

 oraz

 

 Grupa Homeopatia Polska na fb - plik : " Homeopatia mi pomogła"

https://www.facebook.com/notes/577110585690767/5.%20%22Homeopatia%20mi%20pomogla%20%22/792788867456270/ ) 

Więcej w tej kategorii: Homeopaci »
© 2015 Homeopatia Polska - Strona - Forum